poniedziałek, 27 lipca 2015

Rowery dwa. Z Michasią.

Jak Roch wcześniej pisał, wspólne rowery zaczęły się od jazdy w foteliku. Później był jeden rowerek i drugi. I tak Roch chodził za jeżdżącą Michaśką, która przyśpieszała coraz bardziej i bardziej. Z jednej strony dobrze bo Roch kondycję wyrabiał, ale z drugiej strony skoro Miśka już tak sobie radziła na rowerku to dlaczego nie spróbować wsiąść na swój rower i pojeździć z nią.

Jednak problemem było to, że na odpychaczu Michasia jeździła jak szatan i trudno ją opanować, szczególnie przed przejściem dla pieszych. Jednak od kiedy Miśka ma rowerek z pedałkami to jeździ wolniej, więc Roch wrócił do pomysłu wspólnych wypadów. I tak dziś Roch zaproponował Michalinie wspólny rower.

Błysk w oku córy był bezcenny i od razu podchwyciła myśl. Na początku Roch trochę niepewnie podchodził do sprawy, ale jak zobaczył, że idzie dobrze to tylko zachęcał Michaśkę do dalszego pedałowania. No i cały poranek spędzili na rowerze. Według szacunkowych pomiarów przejechali razem jakieś 3 kilometry. Na zakończenie jeszcze jedna rundka honorowa ponieważ babcia chciała widzieć jak Michasia jeździ, więc pokazała się ona z jak najlepszej strony.

Jutro, niestety, Roch idzie już do pracy. Urlop się kończy, choć nie był on wypoczynkowy. Na początku tygodnia Żonka wylądowała w szpitalu i Roch był za mamę i za siebie, ale oboje z Michaliną dali radę, choć oczywiście nie chcą już powtórki. W każdym razie Żonka już w domu, cała i zdrowa. A dla tych, którzy pilnie śledzą bloga należy się słowo wyjaśnienia; otóż pod koniec roku na świat przybędzie mały Roszek lub Roszunia ponieważ co do płci jeszcze opinie są podzielone. Jednak faktem jest, że stan rowerowy i osobowy się powiększy.

Wracając jednak do dzisiejszej inauguracji wspólnego pedałowania. Serce Rocha pęka z dumy i zachwytu nad tym jak się Michasia rozwija. Zawsze uśmiechnięta i uwielbia rowery. Żona twierdzi, że to mały klon Rocha i coś w tym jest, bo jak coś Roch robi to Michasia zawsze jest obok. Urlop się skończył, ale rowery nie. Jeden rower przed pracą, a drugi po pracy. Plan jest, teraz go zrealizować. Na zakończenie film:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Może mało to skromne, ale:

Każdy może być ojcem...

...ale trzeba być kimś wyjątkowym, żeby być tatą.

czwartek, 23 lipca 2015

Wszystkie rowery Michaśki

Do napisania tej notki skłoniły Rocha ostatnie wydarzenia. Będzie to swego rodzaju refleksja pisana około godziny 0115 w nocy, ale całkiem przytomna.

No więc wszystko zaczęło się jak Michaśka miała około 9 miesięcy – wtedy pojawił się pomysł zakupu fotelika i jeżdżenia z małą Michasią na rowerze. Oczywiście przed całym tym przedsięwzięciem była konsultacja z naszą Złotą Panią Pediatrką, a także z rehabilitantem, którego poznali na zajęciach z nauki pływania, na które też Michasia chodziła. Oboje nie mieli nic przeciw temu żeby Michalina mogła jeździć w foteliku na rowerze.

Jednak aby to mogło się stać musiały być spełnione dwa warunki:

1. Michasia – i ogólnie każde dziecko – powinno samo siedzieć. To oznacza, że układ kostno-mięśniowy jest gotowy na pozycję siedzącą.

2. Wypady nie dłuższe nie 10 minut. Żeby dziecko się nie męczyło.

I tak zaczęła się rowerowa przygoda Michaśki. Wraz z tym jak Michaśka rosła wydłużały się wypady. Razem z Rochem jeździła po 12 kilometrów, czasem śpiąc, a czasem próbując wyrwać się z pasów przez co Roch miał problem żeby utrzymać rower w pionie. Cykloza ogarnęła Miśkę.

I nieuchronnie zbliżał się kolejny etap – własny rowerek. Pierwszym rowerkiem był (a w zasadzie dalej jest) Kellys Kite 12, na którym Miśka jeździ do tej pory. Odpychacz jest genialny. Ma jednak jedną wadę. Otóż jak tylko Michalina dostała swój rowerek to porzuciła wspólne jeżdżenie w foteliku. Zdarza się to teraz sporadycznie, Roch wręcz musi się prosić żeby poszła z nim na rower. Co innego jak Roch wyciąga Kellysa. Tutaj nie musi się prosić.

Ważne, że rower dla Michaśki to czysta frajda. Ale oczywiście na jednym rowerze nie może się skończyć i tak na drugie urodziny Michalina dostała drugi rower. Tym razem już z pedałkami i bocznymi kółkami. Author Jet też jest fajny i staje się coraz częściej używany. Na początku był problem żeby załapać odruch pedałowania, ale trochę z Rochem i trochę z Żonką i Michalina wie jak się pedałuje.

Efekty można zobaczyć na poniższym filmie:


Tak więc wystarczy chcieć i można się fajnie bawić na rowerze.

Do napisania tego postu skłoniły Rocha dwie rzeczy:

Jadąc z Michaliną po bułki na rowerku Roch został zapytany ile Miśka ma lat, że tak śmiga na rowerku. Osoba, która o to pytała stwierdziła, że "jej mąż jest zmęczony po pracy i mu się nie chce z dzieckiem wyjść na rower".

"No heloł" - pomyślał Roch, przecież on też pracuje, a w dodatku dojeżdża 120 km codziennie żeby mógł pracować i jakoś ma czas na to żeby iść z dzieckiem na rower. Wystarczy chcieć, a puszkę piwa i TV zamienić na wygodne buty.

I druga rzecz to postęp jaki dziecko wykonuje ucząc się czegoś nowego. Rower wymaga koordynacji, skupienia i myślenia. Dziecko musi ogarnąć wiele spraw, więc Rocha zdaniem takie wypady rozwijają dziecko, a czas spędzony z rodzicem lub rodzicami to najlepszy czas. Jedynie trzeba mieć trochę chęci i kondycji bo za pędzącą Michaliną Roch musi biec.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Najnowszy rower prezentuje się tak:

niedziela, 19 lipca 2015

Czy to już Afryka, czy jeszcze jest cień nadziei?

Nastało lato. Nawet już jakiś czas temu, ale kto by pomyślał, że nadgorliwość jest znana także pogodzie.

— "Za moich czasów" — pomyślał Roch to była pogoda.

Jakby to "za jego czasów" było hoho daleko wstecz, ale prawda jest taka, że kiedyś było gorąco, ale nie było takich skoków temperatury. Jak było 26°C to było przez cały miesiąc, a nie przez 5 dni. Teraz w ciągu tygodnia temperatura potrafi spać o 10 a czasem i więcej stopni Celsjusza. Dzięki takim własnie skokom Miśka zaliczyła katar, a i Żona popadła w nietęgą sytuację. Na placu boju został tylko Roch, on jako jedyny nie podłapał niczego, choć sam musi przyznać, że taka pogoda odbija się na nim niemiłosiernie.

Jednak trzeba być twardym, jutro Roch jedzie po urlop, ale nie wypoczynkowy lecz awaryjny. Właśnie tak go nazwał. Szczegóły jednak zostawi dla siebie, blog to nie miejsce ani czas. Do środy zatem to on musi wytrwać na placu boju. Potem może paść. Rower odwołany do odwołania, teraz są ważniejsze sprawy, które trzeba dopchnąć do końca i zostawić je za sobą. Kiedy już będzie wyprostowane Roch siądzie na rower i strzeli stówę. W imię pomyślności.

Można to traktować jako zobowiązanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Skąd Afryka w tytule? Bo tam chyba jest gorąco.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Popołudniowa przejażdżka

Po powrocie z pracy Roch poczuł potrzebę pojeżdżenia na rowerze. Wziął więc swoje długie rowerowe spodenki i poszedł pojeździć. Na rowerze trochę wiało, więc długie nogawki sprawdziły się doskonale. Jako, że luksus wcześniejszego wyjścia z pracy Rochowi się skończył to na rowerowanie nie pozostało mu zbyt wiele czasu, ale koniec końców te 30 albo 40 minut pojeździł więc nie było źle.

Rowery do pracy Rochowi się skończyły w momencie kiedy przed budynkiem stanęły stojaki na rowery. Według "pani na portierni" są one monitorowane, ale co z tego jak Roch wychodzi z pracy o 1700 a do tego czasu to rower zdąży być sprzedany ze dwa razy, jak nie więcej. Z kolei próba wejścia do budynku z rowerem skończy się awanturą, więc lepiej wymyślić inny sposób. I taki sposób udało się Rochowi wykoncypować.

Otóż rano będzie zostawiał rower w Tarnowskich Górach, a po pracy będzie go zabierał i pojedzie gdzieś pojeździć, po czym zapakuje się do auta i wróci do domu. Genialne w swojej prostocie. Od czwartku pogodynki zapowiadają poprawę pogody więc piątek może będzie dniem testowym nowego pomysłu Rocha. Na chwilę obecną pozostaje mu jeździć po okolicy. Niestety.

Na zakończenie zapis GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Historyczne już zdjęcie. Rower w pracy.


piątek, 10 lipca 2015

[TdF2015] Duch rywalizacji w najczystszej postaci

Tour de France trwa. Nie da się tego nie zauważyć - w TV, Internetach są wstawki, informacje lub po prostu "ktoś" o tym mówi. Roch wraz z Michaśką oglądają TdF i podziwiają -  przynajmniej Roch - możliwości "tych wspaniałych mężczyzn na swoich jeżdżących maszynach" z zaciśniętymi kciukami.

Dziś, na końcu etapu doszło do małej kraksy, ale złamany obojczyk Tony'ego Martin'a oznaczał dla niego jedno. Koniec TdF. Jednak nie o tym Roch chciał napisać. To, co wydarzyło się później utwierdziło tylko Rocha w przekonaniu, że w sporcie - obojętnie jakim (pod warunkiem, ze jest to kolarstwo) istnieje jeszcze coś takiego jak duch walki, rywalizacja.

Gość, który złamał obojczyk dojechał do mety i skończył etap. Niby nic wielkiego, ale jednak u Rocha spowodowało westchnięcie "piękne". Zresztą można to zobaczyć:


La minute maillot jaune LCL - Étape 6... przez tourdefrance

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 5 lipca 2015

Wieczorny rower z Michasią

Nieśmiało Roch napisze, że wieczorne wypady z Michasią są coraz częstsze. Chyba kończy się okres buntu "nie chcę jeździć na dużym rowerze" i zaczyna się okres "chce wszystko robić z tatą". Rochowi taki układ się podoba, więc nie protestuje jak Michasia chce - na przykład - malować ścianę z tatą albo dobija się do drzwi i chce robić to co Roch robi w łazience. Więc jak zobaczyła, że Roch jeździ rowerze to postanowiła, że będzie jeździła z nim.

No i dziś, bez zbytniego opierania się poszła do domu się przebrać, zeszła do garażu i chciała wsiąść na rower. No więc Roch założył fotelik, posadził na nim Michalinkę i poszli pojeździć. Kręcili się po centrum, podjechali pod Święty Szczyt, ale szybko się z tamtąd ulotnili. Później jeszcze raz przejechali przez centrum i skierowali się do domu. Michasia była już zmęczona i zaczęła się chillować.

Po powrocie do domu szybka kolacja, jeszcze szybsze kąpania i czytanie do spania. Aktualnie to Kubuś Puchatek, czyli Miś o bardzo małym rozumku. Na zakończenie zapis GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

Wieczorna rozgrzewka

Wpisując się w trend ogólnonarodowego narzekania na upały Roch chce napisać, że dziś było bardzo gorąco; nawet bardziej niż bardzo. Z tego powodu Roch został w domu, mimo że miał okazję iść na rower, ale w samo południe to chyba nie byłby najlepszy pomysł. Biorąc pod uwagę podeszły wiek Rocha i brak jakiejkolwiek kondycji mogłoby się to skończyć zawałem, wylewem czy czymś innym.

Jako, że nie poszedł na rower to wziął się z skończenie remontu (który miał miejsce 3 lata temu). Jest kilka zaszłości, które trzeba zrobić, ale Roch nie ma mocy żeby się z tym bawić - dziś jednak okazało się, że naszły go tajemnicze siły i przygotował sobie teren pod zakończenie remontu, choć kolejny jest w planach - dziecko rośnie, zyskuje świadomość po co są ściany, a Roch jeszcze podpowiada co można zrobić.

Jednak to nie jest tak, że Roch nie jeździł na rowerze. Otóż jeździł tylko później. Dużo później. Wieczorem zrobiło się znośnie, w okolicach 2200 Roch poszedł popedałować. Założył sobie godzinkę na rower, bo później musiał usiąść do swoich zleceń, które robi "po godzinach". Więc godzinka rowerowania musiała Rochowi wystarczyć, ale okazało się, że była w sam raz. Roch pojeździł po centrum, wypuścił się trochę na obrzeża miasta, ale ogólnie starał się trzymać "cywilizacji".

Na zakończenie ślad GPS z dzisiejszego wypadu, a właściwie to już wczorajszego.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 3 lipca 2015

Rower z Michasią. Od dłuższego czasu

Od dłuższego czasu Roch nie używał roweru. Spowodowane to było zmianą godzin pracy i całkowitym rozstrojem zegara Rocha. W końcu jednak eksperyment się zakończył się i Roch wrócił do stałych godzin pracy, do których przyzwyczajony był od 3 lat.

Dziś, po przyjeździe z pracy Michasia chciała iść na rower, jednak jak tylko Roch odstawił samochód to chciała zamienić rower na samochód i siedzieć w nim i naciskać też różne guziczki. Jednak Żonka zadecydowała, że pogoda jest zbyt ładna żeby marnować ją na siedzenie w samochodzie.

I już po chwili Michasia siedziała w foteliku i chciała jeździć na rowerze. Trasa nie była długa ale Michasia też nie chciała jeździć bo już była zmęczona. Jednak prawie 10 kilometrów przejechali. Jutro dzień wolny więc może uda się coś więcej i dłużej pojeździć. Na zakończenie zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Aktywny weekend, czyli zawody, spacery i jeżdżenie na rowerze

Dla Rocha weekend rowerowy zaczął się już w piątek kiedy to pojechał do pracy na rowerze. Oczywiście nie całą drogę z Częstochowy (choć i to jest w planach). Jazdę na rowerze zaczął w Tarnowskich Górach zostawiając samochód pod czujnym okiem mamy.

Tak się jakoś zachciało Rochowi popedałować do pracy, że przesunął sobie godziny pracy tak żeby zdążyć dojechać na czas, spakował plecak, wziął ubranie na zmianę i pojechał rowerować. Trasa do Bytomia jest Rochowi dobrze znana więc nie miał z nią żadnego problemu. Z piątkowej jazdy powstały dwa ślady GPS:

Do pracy:

I z pracy:

Sobota i basenowanie

Odkąd na ogródku (zwanym ranczem z racji ogromnego areału) pojawił się basen Michasia nie chce za bardzo jeździć na inne baseny. Ten jej w zupełności wystarcza i nie musi się użerać z rozwydrzonymi bachorami, które chcą ją zepchnąć ze zjeżdżalni. A i Roch jest spokojniejszy, bo nie musi opie*lać ludzi.

Więc sobota upływała pod znakiem basenu i moczenia się w wodzie. Upał był niemiłosierny. Oczywiście rowerek też był co u Rocha wywołało łzy (alergia też daje mu popalić).

Niedziela i 19 Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim

W niedzielę Roch wraz z Dziewczynami miał zaplanowany wypad do Tarnowskich Gór na zawody rowerowe. Miał też w planach zabranie aparatu, ale w tym całym zamieszaniu (zmiana samochodu, przepinanie fotelika, uciekające dziecko) Roch o tym zapomniał. Co więcej telefon tez mu się rozładowywał więc zrobił kilka zdjęć na szybko, żeby tylko Michasia miała pamiątkę z jej pierwszych zawodów.

Choć nie brała w nich udziału - trasa była zbyt długa i terenowa więc nie poradziłaby sobie (jeszcze) - to każdy start przeżywała bardzo i było widać jak bakcyl rowerowy w niej narasta. Tak szczerze pisząc - to nie mając jeszcze dwóch lat Michasia potrafi swobodnie utrzymać równowagę na rowerku, co potwierdził Wojciech. Z tego wynika, że rowery Michasia ma po Rochu. I dobrze.

Kiedy pierwsza kategoria była już na trasie Roch poszedł z Miśką pojeździć po parku. Oczywiście Michasia przejechała przez linię mety z piskiem zadowolenia, aż Wojciech spojrzał kto tak szaleje.

- "Przygotowujesz ją do startu" - Powiedział Zby.
- "No a jak, niech się uczy" - Odpowiedział Roch.
- "A później pokażesz skróty na trasie" - słusznie zauważył Zby.

Na Reptach Roch wychował się rowerowo więc zna tam każdą ścieżkę. A po rowerowych szaleństwach obowiązkowo regeneracja sił.


wtorek, 9 czerwca 2015

19 Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim

No i stało się. Już wszystko wiadomo, Roch uzbroił się w plakaty i klei gdzie tylko się da. Pora zatem na oficjalne ogłoszenie.

19 Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim odbędą się dnia 14 czerwca 2015 roku, w parku repeckim na terenie Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji znajdującego się w Reptach Śląskich, poniżej zamieszczona jest mapa:



Na miejscu należy szukać Amfiteatru (jest ciut obok głównego budynku). Tam znajduje się meta, start oraz biuro zawodów.

Kategorie wiekowe, w jakich można wystartować:
  • 5 - 9 lat - 1 pętla - start o godz. 1100
  • 10 - 14 lat - 3 pętle - start o godz. 1200
  • 15 - 19 lat - 5 pętli - start o godz. 1200
  • 20 - 30 lat - 5 pętli - start o godz. 1400
  • 31 - 49 lat - 5 pętli - start o godz. 1400
  • 50 lat i powyżej - 3 pętle - start o godz. 1400
Wpisowe to koszt 10 PLN dla wszystkich kategorii poza dwiema najmłodszymi. One bowiem startują za 0 PLN, czyli za darmo.
Ważna informacja: zapisy na godzinę przed startem każdej kategorii wiekowej a także w sklepie rowerowym Adventure.

Oczywiście osoby niepełnoletnie muszą posiadać zgodę rodziców lub opiekunów na start.

I pamiętajcie: Ride hard and be safe.

Oficjalny plakat Mistrzostw (skąpany w blasku flesza):