sobota, 6 lutego 2016

To nie tak; trenażer nie zaczął zbierać kurzu

Wbrew temu co można by pomyśleć Roch nie spoczął na laurach i nie przestał pedałować w miejscu. Owszem było kilka chwil bez pedałowania, ale spowodowane było to zmęczeniem i zasypianiem na fotelu tudzież w innym miejscu, w którym akurat znajdował się Roch. No więc Roch wybierał łóżko.

Jednak koniec końców Roch jakoś przestawił się na tryb nocnego siedzenia przy komputerze i przed posiedzeniem trochę pedałuje. Dodatkowo robi przysiady z Młodym na rękach i dzięki temu nogi Rocha przyjemnie bolą i widać już pierwsze efekty pedałowania i przysiadania. Zaczyna pojawiać się rzeźba. Na łydkach co prawda, ale Roch żyje nadzieją, że dłuto treningowe pójdzie w górę i wyrzeźbi Rocha nie tylko na łydkach .

Źródła Rocha donoszą, że w Decathlonie mają pojawić się czujniki bluetooth smart pokazujące prędkość i kadencję. Jak tylko Roch zaopatrzy się w owe czujniki to będzie można podawać zarówno tętno jak i prędkość i kadencję. Trening Rocha wejdzie na wyższy poziom. Na chwilę obecną standardowe zeznanie:
  • Czas jazdy: 00:20:07
  • Średni puls: 133
  • Maks. puls: 153
  • Spalone kalorie: 272
Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 28 stycznia 2016

Powrót na siodełko po krótkiej przerwie

Po jednodniowej przerwie Roch ponownie wsiadł na rower, włączył BBC Brit i pedałował przy Top Gear. Tym razem jeździł gdzieś we Włoszech oglądając "wyprawę marzeń 2". O kondycji na razie nic nie może powiedzieć ale najlepsze jest to, że się pedałuje. Z oporem i przełożeniami sobie Roch zaczyna radzić i pedałuje się coraz lepiej.

W końcu dojdzie do tego, że Roch przejedzie jedną godzinę na trenażerze. Póki co to wypady 20 - 30 minut i odpoczynek, ale też trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w ostatnich trzech latach Roch raczej mało jeździł.
  • Czas jazdy: 00:22:08
  • Średni puls: 135
  • Maks. puls: 149
  • Spalone kalorie: 328
Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 26 stycznia 2016

Trenażer, na poważnie. Dzień drugi.

O ile można mówić, że coś wciągnęło po dwóch dniach używania to Roch może śmiało powiedzieć, że pedałowanie w miejscu zaczyna Rocha wciągać. I o ile jest to w pewnym sensie lizanie cukierka przez papierek to Roch godzi się na to. Mowa oczywiście o trenażerze. W Rocha wstąpiły drugie siły i codziennie pedałuje zwiększając czas jazdy. Wczoraj było to 20 minut, dziś już 30 i póki co Roch daje radę.

Co prawda zalewa go pot bo w domu jest ciepło, a nie ma żadnego chłodzenia, ale i na to jest sposób. O ile koszulka już nie daje rady wchłaniać o tyle ręcznik jest zawsze pod ręką. W barku przy rowerze - czyli na parapecie - znajduje się wszystko co potrzeba do jazdy na rowerze. Czyli szklanka wody, tablet, dziś była latarka i oczywiście pilot żeby móc sobie zmienić krajobraz w telewizorze.

Jednak pedałowanie przed telewizorem nie jest do końca tym co Roch chciałby robić. Wieczne reklamy przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z pedałowania w miejscu. Jutro Roch podłączy komputer do telewizora i spróbuje przejechać jakiś etap Tour de France, który znajdzie się na pewno na Youtube.

W każdym razie Roch dociera się i zaczyna wyrabiać sobie nawyki pedałowania w miejscu. Dzisiejsze statystyki przedstawiają się następująco:
  • Czas jazdy: 00:30:40
  • Średni puls: 148
  • Maks. puls: 165
  • Spalone kalorie: 538
I są dostępne tylko na blogu. Zgodnie z noworocznym postanowieniem.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Trochę plan, trochę marzenie, ale się spełniło

Trenażer i stopa Żonki.
Dawno Roch nic nie pisał, ale przy dwójce bąbli trochę ciężko zasiąść do komputera. Ostatnio siedział przy komputerze jakiś tydzień temu i dziś. Bo młodzieży śpi, choć Michalina ma zrywy "taaaaaata" bo Roch nie śpi w sypialni ale... pedałuje na trenażerze. Tak! W końcu Roch zanabył drogą kupna maszynę tortur na zimowe wieczory. Z tym wiąże się całkiem ciekawa historia, którą Roch postara się streścić. O ile nie wstanie któreś z dzieci lub Roch nie zaśnie przed komputerem.

A więc wszystko zaczęło się od tego, że Żonka zaczyna dochodzić do siebie po okresie ciążowo-porodowym i wzbudził się w niej duch cyklistki, który musiał na jakiś czas zostać uśpiony.

- "Znalazłem promocję na trenażer" - Zagaił po raz kolejny Roch.

Bo wiedzieć trzeba Wam, że temat trenażera u Rocha powraca co jakiś czas, ale zawsze są inne - ważniejsze - wydatki, więc ten temat spadał na plan dalszy. W zeszłym roku Roch już się witał z gąską, ale kasa która mogła iść na trenażer poszła na wspomaganie kierownicy, hamulce, łożyska kolumny McPhersona, czyli na naprawę Colta.

- "A fajny?" - Zapytała Żonka.
- "No czerwony, z regulacją oporu" - Odpowiedział nieśmiało Roch.
- "To kupmy" - Powiedziała - "w końcu też coś nam się należy".

I tak od słowa do słowa Roch pojechał do pobliskiego Decathlonu i kupił inny niż miał być, bo jednak ten z Decathlonu bardziej przekonał Rocha niż jakiś no-name z "szwedzkiego marketu budowlanego". Nie jest to Tacx, ale też nie miał być. Ma służyć do pedałowania i nie ma być PRO.

Dodatkowym atutem tego, że w rodzinie pojawił się trenażer jest to, że Roch może trzymać w domu rower. Przez ostatnie trzy lata słyszał, że miejsce roweru jest w garażu, a jak Żonka usłyszała, że Roch schował rower na zimę do piwnicy bo jest mu zimno w garażu to uśmiechnęła się z politowaniem.

Teraz rower stoi w pokoju, wpięty do maszyny tortur i codziennie jest używany. Przez Rocha i przez Żonkę. Jednak Żonka zaczęła dostrzegać pewne minusy roweru Rocha.

- "Siodełko za wysoko" - Mówiła.
- "Wymienię Ci oponę i wepnę Twój rower" - Odpowiadał Roch.
- "I jakieś twarde to siodełko" - Wtórowała.
- "Wymienię Ci oponę i wepnę Twój rower" - Powtarzał Roch.
- "Kierownicę masz nisko" - Wyliczała dalej.
- "Wymienię Ci oponę..." - Mówił Roch.
- "Mostek* masz krótki" - Nie odpuszczała.
- "Wymienię Ci oponę..." - Powtarzał Roch.
- "Ciężko w pedały się wpiąć" - Wyliczała.
- "Wymienię Ci oponę..." - Powtarzał Roch.
- "Lewy pedał trudniej się wpina" - Zauważyła.
- "Wymienię Ci oponę..." - Mówił Roch.

I tak mijał czas kiedy Żonka pedałowała, a Roch siedział ze Stasiem, który spał. Potem przyszła zmiana; w międzyczasie wstała Michasia, żeby się napić i zobaczyła rower więc oszalała z radości, ale w końcu dała się przekonać do tego, że w środku nocy najlepiej się śpi (nie licząc Rocha, który pedałował).

Tak więc od dwóch dni Roch testował trenażer, a dziś (notka zaczęła się pisać w niedzielę, a zapewne skończy się pisać w poniedziałek) Roch po raz pierwszy założył pulsometr i przejechał się tak na poważnie. Fajna sprawa, można się nieźle zmęczyć a jednocześnie oglądać Top Gear'a. Sport dla leniwych, ale w końcu trzeba coś z sobą zrobić. A maszyna tortur to całkiem fajny pomysł.

Jednak - jak Roch postanowił - nie będzie żadnych śladów GPS, zapisów i całych tych fit społeczności. Na końcu każdej notki, będzie tabelka z parametrami spisanymi z pulsometru i/lub licznika i to wszystko.

  • Czas jazdy: 00:20:12
  • Średni puls: 141
  • Maks. puls: 166
  • Spalone kalorie: 322

Tak więc Roch dołączył do tych co to w domu trzymają rower i na nim jeżdżą. Czyżby cykloza powoli wracała?

Roch pozdrawia Czytelników.

*Kolarskie słownictwo nie jest obce Żonce.

PS.
Roch, testujący maszynę śmierci.


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Każda pora jest dobra na rower

Było nie było nadeszła zima. W styczniu to całkiem możliwe, a bardziej niż śnieg zaskakujący był jego brak. Skoro już spadł biały puch to dlaczego by nie iść z dzieciakami trochę na dwór. W przypadku starszej Michasi nie ma mowy o jeżdżeniu w wózku. Jak nie biega to jest chora. W przypadku młodszego Stasia mówimy o werandowaniu. Teoretycznie. W praktyce jest to zwykły spacer bez kombinowania z oknami, czy wystawianiem na balkon wózka.

Tak więc Staś jechał w swoich 4 kółkach, a Michasia zabrała na spacer swoje cztery kółka, czy rowerek. W styczniu da się jeździć, o czym na zdjęciu poniżej. U Rocha rowerowy przestój, ale to nie świadczy o tym, że Roch zasiadł na laurach. Otóż ostatnio kupił baterię do licznika i opaski. Następnie zamontował ją w liczniku i już miał go instalować na rowerze, ale okazało się, że nie ma gumki mocującej. Trzeba będzie się w wolnej chwili udać do zaprzyjaźnionego Sklepu Rowerowego Adventure żeby kupić taką gumeczkę.

Statystyki przygotowane, Stravy coraz mniej. Mniej też wszystkich fit-społeczności, które zabierają czas. Zamiast tego - pedałowanie. Roch podzwonił też po "siłkach" w Częstochowie i już wie gdzie można popedałować na stacjonarnym rowerku. Tak, żeby kondycję wyrobić na lato. A poniżej zdjęcie Michasi na rowerze.


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 1 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 roku i postanowienia na ten całkiem Nowy.

No i nadszedł, a nawet minął, ten czas kiedy to Roch popada w zadumę nad tym co właśnie mija, czyli nad kończącym się rokiem. Teraz nawet trochę przespał ten czas, ale na taką zadumę zawsze jest pora, więc już w całkiem nowym, 2016, roku Roch napisze kilka słów podsumowania. Rok zaczął się tradycyjnie, w styczniu, i trwał 365 dni. W tym czasie Roch próbował jeździć na rowerze, ale większą część swoich sił kładł na spędzanie czasu z Michasią i Żonką.

Tak więc jeśli jeździł na rowerze to tylko w towarzystwie córki, a jeśli się wygłupiał to też z Michaliną. I tak czas mijał. Aż do czasu kiedy Roch dowiedział się (jakby nie brał w tym udziału), że na świat przyjdzie drugie dziecko. Radość, radość i jeszcze raz radość. Choć Roch podszedł do tematu na spokojnie, bo już wiedział jak się rodzi dziecko. Trzeba tylko dowieźć Żonkę do szpitala. Po drodze trochę się pokomplikowało, ale nieoceniony Doktor dał radę, czego dowodem jest śpiący w łóżeczku Staś.

Poza tym kolejna rocznica ślubu (jak Żonka z Rochem wytrzymuje?), urodziny Żonki, Michasi i Rocha, a pomiędzy tym wszystkim gdzieś w tle rower. No właśnie w tle. Ostatnia rozmowa z Adaxem skłoniła Rocha do głębokiej refleksji i zastanowienia się nad tym co tak naprawdę Rocha cieszy. Czy są to komputery? Są. Ale już od dawna nie ma wow. Fajnie jest coś napisać, zaprogramować, czy też zepsuć. Komputery dają też Rochowi stały dochód.

Jednak tym co tak serio Rocha kręci to są rowery. W zasadzie jeden rower, ten Rocha. Ten którego kiedyś poskładał, za swoją pierwszą wypłatę. To komputery dały Rochowi nowy rower i tak powinno chyba zostać. Że to siedzenie przed monitorem, przyjemne i lubiane przez Rocha, powinno być narzędziem do sprawiania sobie jeszcze większej przyjemności jaką jest siedzenie na czarnym, sztywnym.. siodełku rowerowym. W tym Roku czas to zmienić, a telefon od Adaxa był chyba takim motywatorem do tego. I On sam też zgłosił potrzebę jeżdżenia, więc raz w tygodniu Roch będzie musiał zapakować Galanta i wrócić na stare śmieci żeby pojeździć. Tylko czy te "stare śmieci" jeszcze istnieją? Część z nich na pewno, a resztę Roch ma nadzieję zwiedzić i sprawdzić za pomocą roweru.

A zatem jaki był ten miniony już rok 2015?


Ciekawy i szczęśliwy bo Staś już śpi sobie w łóżeczku, a obok Michasia. Ta dwójka daje Rochowi niezłego kopa i to chyba też dla nich Roch chce wrócić na rower. Żeby za kilka lat mógł nadążyć za biegającymi dziećmi a nie musieć ich hamować bo sam nie daje rady. Poza narodzinami Stasia osiągnięcia Michaliny też spowodowały wielokrotne pękanie  Rocha z dumy no i przede wszystkim Żonka, która ciągle wytrzymuje zrzędzenie i narzekanie Rocha, a kiedy już nie wytrzymuje to wygania go na rower bo sama też wie, że z Rochem to jak z rzucającym palenie. Jak długo nie jeździ na rowerze to zaczyna być nie do wytrzymania. Za co oczywiście dostaje Złoty Medal dla Złotej Żonki.

* * * *

A teraz pora wrócić do dnia dzisiejszego albowiem w pierwszy dzień Nowego Roku Roch poszedł na rower i miał plan przejechać 16 kilometrów aby uczcić to doniosłe wydarzenie, ale ostatecznie przejechał tylko 14. Wszystkie końce Roch były już zamarznięte i już po prostu nie chciało mu się tych ostatnich kilometrów jeździć. Rok 2016 został godnie przywitany i oby taka dobra passa trwała nadal. Jutro, o ile pogoda pozwoli, zaplanowany został kolejny wypad rowerowy. Oby tylko śnieg / deszcz nie padał. Bo jak mówi stare przysłowie rowerowe: "nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie".

I zgodnie z ostatnimi postanowieniami nie ma żadnego śladu GPS. Choć Roch używa jeszcze Stravy bo licznik wciąż nie jest uruchomiony, ale jutro kupi się baterię i będzie hulał.

Na zakończenie zdjęcie Michaliny jeżdżącej na rowerze. Zimno jej nie było.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Pedałowanie, podsumowanie i wyjaśnienia

Zaległości ciąg dalszy, ale tym razem wszystko jest usprawiedliwione. Jednak od początku. Co bardziej uważni Czytelnicy bloga mogli wywnioskować, że Roch wraz z Żonką spodziewają się drugiego dziecka. Jednak - o ile Roch pamięta - nie podawał on konkretnego terminu kiedy ma to się wydarzyć. I tak Roch sobie pracował, czasem pedałował i czekali na to drugie dziecko.

Ulubiona pozycja Rocha; balansowanie na krawędzi.
Koniec końców się doczekali. Niedawno na Świat przyszedł Roch Junior, czyli Staś. Oczywiście nie obyło się bez zamieszania, poplątania i nerwów, ale tak to już u Rocha bywa. Nic nie może odbyć się na spokojnie. Cała akcja zamknęła się w niecałych dwóch godzinach, łącznie z dojazdem (z uwagi na kodeks drogowy Roch nie napisze nic więcej), a niewiele brakowało a Roch nie zdążył by na narodziny syna, który rodził się cztery sale dalej. Tak się Żonka przyłożyła, że nawet lekarze się dziwili.

Jednak wszystko zakończyło się powodzeniem i Roch miał kolejny prezent. Po Michasi urodzonej dzień przed Dniem Ojca teraz urodził się Staś na dwa dni przed Wigilią i dokładnie 2.5 roku po Michalinie. Koincydencja dat chyba nie jest przypadkowa, ale Roch nie wierzy w numerologię i te inne sprawy. Faktem jest, że Rochowi urodził się syn i teraz ma uroczą parkę, która później się zbuntuje, będzie miała swoje życie i ogólnie Rocha będą mieli na starego zgreda "nie znającego się".

Jednak Rochowi nie będzie to przeszkadzało albowiem zanim bunt nastąpi to sprawi sobie szosówkę i bunt dzieci przepedałuje na rowerze lub w inny sposób przetrwa. Jak też obiecał nie będzie już chwalił się Stravą czy innym Endomondo. Obecnie jest na etapie przygotowywania zbiorczych statystyk za mijający już rok 2015, co jest o tyle trudne, że musi przerobić pliki pobrane ze Stravy, ale nie ma pomysłu jeszcze jak się za to zabrać.

Dziś (chyba już wczoraj) był pierwszy rower po narodzinach Stasia. Na razie udaje się zsynchronizować dzieci tak aby obydwoje poszły spać równocześnie dzięki czemu Żonka ma czas na odpoczynek, a Roch ma okazję żeby wyskoczyć na godzinkę na rower i wrócić niezauważonym. Michasia też by chciała pojeździć, ale pogoda na to nie zbyt pozwala. Wszystko zmieni się w wakacje. Dwa rowery, dwa foteliki i dwójka dzieci, które - Roch ma taką nadzieję - będą dalej lubiły jeździć na rowerze.

Być może jutro Roch założy licznik na rower i wróci do staromodnego rejestrowania odległości za pomocą licznika, a nie GPSu. Chyba nie warto zmieniać czegoś co sprawdzało się przez lata. Arkusz kalkulacyjny już jest gotowy, pozostaje tylko liczyć na to, że śnieg nie spadnie i będzie można spokojnie pedałować po Nowym Roku.

Na zakończenie nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć sobie i Wam udanego nowego Roku i do napisania przy okazji najbliższego podsumowania, które już niedługo.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 11 grudnia 2015

Podsumowanie kolejnych wypadów

Podsumowania ciąg dalszy, czyli o tym jak Roch raz pojechał po bułki i raz poszedł pojeździć na rowerze. Jeśli chodzi krótki wypad to w standardzie Roch przejechał się po bułki i z powrotem. Nie ma co rozpisywać się na ten temat. Jedynie pozostaje wrzucić ślad GPS:


Drugi wypad był już dłuższy albowiem Roch miał wolną niedzielę i przy okazji tego wolnego nie zasnął na łóżku / w fotelu / gdziekolwiek i mógł iść na rower. Pogoda dopisała, chęci też były. Jedynie Roch popełnił błąd i zjadł zaraz przed pójściem na rower i rozbolał go żołądek.

Skoro miał spalać kalorie to trzeba było dostarczyć organizmowi paliwa do spalania. Koniec końców końców Roch przejechał całe 10 kilometrów i wrócił do domu z bolącym żołądkiem.

Na śladzie GPS można sobie zobaczyć trasę (nie bolący żołądek):


Teraz z innej beczki; ostatnio Roch sporo namawiał Koyota na jakieś wspólne pedałowanie i tak od słowa do słowa Roch zaczął myśleć, czy nie zabrnął zbyt daleko w mierzenie, rejestrowanie, zapisywanie i śledzenie. Czy nie wystarczy zwykły licznik i - w ostateczności - arkusz Excela? Do czego tak naprawdę te ślady GPS są Rochowi potrzebne?

Poza tym, że bateria w telefonie ma co robić to chyba jedyny pożytek z tego, że można wrzucić to na bloga. Ale w końcu Roch jeździł na rowerze zanim te wszystkie fit-społeczności powstały i blog kręcił się lepiej niż teraz, a jedyny ślad jaki był po skończonej jeździe to notka i wpis w Excelu. Tam było widać postęp mimo, że nie było pomiarów mocy, HR, VR, FTP i tych innych.

Zatem nasuwa się pytanie - czy w ogóle trzeba uzywać GPSu na rowerze? Może wystarczy zwykły licznik i Excel? Czy jazda na rowerze będzie taka sama jak z działającym GPSem? Chyba pora na drugą ankietę.

Zatem druga ankieta jest gotowa:


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 2 grudnia 2015

Podsumowanie kolejnych krótkich wypadów

Długo Roch nic nie pisał, ale czekał aż tych "krótkich wypadów" mu przybędzie. Jednak poza jednym Rochowi nic nie przybyło. No cóż, pogoda jest taka, że i po bułki nie ma jak popedałować, a jak już jest okazja - jak w ostatnią niedzielę - to Roch zasypia i wstaje dopiero jak Michasia go obudzi. Tak czy inaczej jeden wypad był, więc można podsumować go krótkimi, żołnierskimi słowami "dupy nie urywa".

No bo ma nie urywać; wypad po bułki do sąsiedniej piekarni wyczynem nie jest, ale rower jeździł, a Roch siedział na rowerze. Więc liczy się. I można się pochwalić śladem GPS:


Gdyby ktoś szukał sprawdzonej piekarni w Częstochowie to na podstawie mapki może odtworzyć do niej trasę. Może ten weekend będzie bardziej owocny w pedałowanie o ile oczywiście pogoda pozwoli na to i Roch nie uśnie. W międzyczasie można sobie kliknąć w filmik i posłuchać co rowery mogą mówić. Bo przecież Święta za pasem i rower Rocha coś na pewno powie (oby tylko siodełko nie przemówiło).


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Dłuższy i zimniejszy wypad

Jak na weekend przystało Roch był koniem, zjeżdżalnią, gryzakiem i tysiącem innych rzeczy dla Michasi. W sobotę rozpoczęli dzień od wypadu do katowickiego Spodka na Disney On Ice. Sama gala była niezła choć Roch niekoniecznie znał wszystkie postaci z prezentowanych tam bajek. Później już standardowo, czyli obiad u babci i powrót do domu. A tam spanie i znowu zabawa. Pogoda była typowo domowa więc Rocha nie ciągnęło na rower. Co innego w niedzielę.

Drugi dzień weekendu zapowiadał się owocnie, szczególnie, że nie padało i nic nie wskazywało na to, że ma ten stan rzeczy ma się zmienić. Z rana Roch z Michasią pojechali na pociągi bo po serii przeziębień i chorób trochę zaniedbali dworzec główny w Częstochowie. Zanim Michasia się ubrała to Roch sprawdził rozkład pociągów i akurat wtedy kiedy mieli tam jechać okazało się, że na stacji będzie ruch. Więc zapakowali się do samochodu i pojechali oglądać pociągi.

Po powrocie czekało na Michasię ciepłe mleczko z miodem i obiad. A później łóżeczko i popołudniowa drzemka, a w tym czasie Roch mógł choć odrobinę zaspokoić swoją cyklozę. Jeździł nie za długo bo ciut było zimno, ale chyba w połowie listopada już tak może być. Oby tylko zima nie zaskoczyła drogowców jak co roku. Koniec końców Roch przejechał 10 kilometrów i zrobił kilka zdjęć pociągów.

Oczywiście Roch pedałował z pulsometrem, bo spodobał mu się ten gadżet. Teraz Rocha telefon jest centrum fitness, mierzy nie tylko długość i prędkość, ale też puls Rocha. W ostatniej notce Roch wspominał o tym, że być może kiedyś napisze kilka słów więcej na temat tego pulsometru. Teraz zrodził mu się w głowie kolejny pomysł, ale o tym jeszcze za wcześnie pisać.

Na chwilę obecną Roch przejechał taką trasę...

...i takie zdjęcie


Roch pozdrawia Czytelników.