poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Trochę zaległości. Tych urodzinowych również

Rochowi po raz kolejny się przysnęło, w sensie zmniejszenia aktywności na blogu. Jednak od pewnego czasu ma sporo na głowie, choć tak naprawdę to kombinowanie, ale nie o tym Roch chciał pisać. Wszystko zaczęło się od tego, że w tym roku, jak co roku zresztą, Roch obchodził urodziny. I tutaj na chwilę Roch się zatrzyma. Jakieś trzy lata temu, z niewielką górką, Roch wyprowadził się z Tarnowskich Gór i zaczął nowy rozdział w innym mieście. Taka zmiana ma swoje wady i zalety.

Jedną z zalet - choć może dla niektórych wadą - jest test tego kto tak naprawdę Rocha zapamiętał po tym jak przestał się pokazywać "na mieście". Otóż tak jak Roch przewidywał skończyły się wszystkie znajomości poza dwiema, ale tych akurat było on pewien. Jedną z takich znajomości, jest przyjaźń z Koyotem - on jedyny pamiętał o tym, że Rocha posunęła kolejna wiosna. I dobrze, nie ma sensu za wszelką cenę podtrzymywać jakiś sztucznych kontaktów typu "co słychać". O urodzinach nie zapomnieli też najbliżsi, czyli Żonka i Michasia od których Roch dostał najfajniejszy prezent jaki można było dostać. A jest to bransoletka z dedykacją "Michasia tacie" i odbiciem rączki. Teściowie i Mama Rocha też pamiętali, choć Rochowa mama miała pewne wątpliwości ile to Roch skończył lat, a ten zawsze powtarza, że skończył 18 lat i tego się trzyma.

Po urodzinach zaczęła się praca (a czy kiedyś się skończyła?). A po pracy czas dla Michasi. Roch zabiera ją, a Żonka może w tym czasie odpocząć. Razem z Rochem malują przed domem kredą, albo jadą na pociągi. Ostatnio Michasia sama kazała Rochowi wyciągnąć rower z piwnicy i razem poszli pojeździć. Wznowiły się także baseny bo rytuał musi być rytuałem. Oczywiście ze wspólnego pedałowania powstał ślad GPS:


Przed Rochem jeszcze zmiana samochodu. Ten jest upatrzony i zarezerwowany. Niedługo Roch jedzie go oglądać. A to jest podyktowane tym, że na Świat planuje przyjść drugi Roszek. Tym razem na pewno Roszek, choć na imię będzie miał Staś. Na ostatnich badaniach pokazał siusiaka i z całą pewnością to chłopak (solidny chłopak). Tak więc do Colta nie ma szans się zapakować i potrzeba czegoś większego, ale Colt nie idzie na sprzedaż. Roch będzie nim dalej jeździł do pracy, bo sentyment do niego ma wielki.

A skoro już Roch pochwalił się drugim Roszkiem - teraz czyta do dwóch par uszu i Staś również przepływa na drugą stronę brzucha i słucha jak Roch czyta. Ciekawe, czy głos Roch uspokoi go tak jak uspokoił Michaśkę. Ogólnie u Rocha się dzieję, a w przerwach od "się dzieje" Roch stara się jeździć na rowerze. W tym tygodniu nawet mu się to udało i przejechał się kawałek. Dziś też chciał popedałować, ale zabrał się w końcu za zaległości, bo ma ich sporo i chyba nabrały już mocy urzędowej.

Oczywiście we wszystkim pomaga mu Michasia co jest oczywiście fajne, ale wszystko idzie dłużej bo wszystko musi robić Michasia. Na zakończenie ostatni zapis GPS z nocnej jazdy Rocha:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Rowery dwa:

sobota, 15 sierpnia 2015

Nie bez powodu rytuał jest rytuałem

Jak pewnie wszyscy wiedzą, albo i nie, Michasia jest urodzonym pływakiem. Od 5 miesiąca życia chodziła na zajęcia z "pływania", które tak naprawdę były oswajaniem się z wodą. Powszechnie wiadomo, że noworodek ma naturalną zdolność wstrzymywania oddechu i jeśli odpowiednio się to wykorzysta to późniejsza nauka pływania będzie panem Pikusiem. W przypadku Michasi zażarło to w 100%. Nie ma żadnych oporów żeby wejść do wody, żeby w niej bąblować a nawet nurkować.

Czasem nawet trzeba ją odciągać jak chce wskakiwać do fontanny w Parku Śląskim w Chorzowie. Jednak w ostatnim czasie Roch trochę odpuścił. Wyszedł z założenia, że skoro rozłożyli - razem z dziadziusiem - basen w ogródku to Michasi to wystarcza. Jednak Roch był w błędzie. Ostatnio Michasia włączyła sobie filmik jak pływała w Aquaparku w Tarnowskich Górach i... się rozpłakała. Rochowi mało co nie pękło serce bo cały czas myślał, że basen za domem wystarcza, ale to jednak nie jest to samo. Jest inne, też fajne, ale nic nie zastąpi sobotniego wyjazdu na basen poprzedzonego piątkowym pakowaniem czerwonej torby.

Po tym wydarzeniu dotarło do Rocha, że rytuał to nie jest coś co czasem jest, a czasem nie. To stały element, z którego nie można rezygnować. To tak jak z czytaniem do podusi. Roch zaczął jeszcze jak Michasia była w brzuchu i tak co wieczór czyta. To też rytuał, z którego nie można zrezygnować. Dzięki temu, że Roch czytał "do brzucha" zaraz po urodzeniu Michasia słysząc głos Rocha uspokoiła się. Drugiemu bąblowi też Roch czyta i jednocześnie Michasi. Czworo uszu czeka aż Roch zacznie kolejny rozdział "Baltazara Gąbki". Swoją drogą jak Roch zaczyna czytać to bąbel układa się w brzuchu po stronie czytającego Rocha.

Od jutra wracamy do sobotnich basenów - ta historia z filmem bardzo odbiła się na Rochu. Starał i stara się nadal być zajebistym tatom, a dał ciała. Więc choćby nie wiadomo co to sobota jest basenowa i nie ma, że Roch jest zmęczony, w baku "ino kropla", czy "basen jest na ogródku". Z rowerkiem jest podobnie - Michasia musi sobie pojeździć, bo inaczej czegoś jej brakuje. I Roch to rozumie.

Kończąc dzisiejszy, a w zasadzie już wczorajszy wpis: czerwona torba spakowana, kostium kąpielowy kupiony. Basen obiecany.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 14 sierpnia 2015

Nocna przejażdżka i relacja z pociągów

Ostatnio Roch nie za wiele pisał ponieważ nie miał za bardzo siły. Upały go męczą niemiłosiernie, ale według prognoz pogody od przyszłego tygodnia ma wrócić normalność. Dziś jednak Roch nie wytrzymał i poszedł na rower. Wcześniej jednak Roch pojechał z Żonką i Michasią na szczepienie przeciwko ospie ponieważ Miśka od września staje się pełnoprawnym przedszkolakiem i musi być odporna na głupotę i ignorancję ludzi posyłających chore dzieci do przedszkoli.

Szczepienie zniosła bardzo, bardzo dzielnie. Troszkę zapłakała, ale dała radę. W nagrodę Roch załatwił je dwie naklejki "dzielnego pacjenta", a nawet szpatułkę, ale Michasia nie chciała jej i Roch wcale się nie dziwi. W nagrodę za "Dzielną Postawę Małego Pacjenta" Roch zabrał dziewczyny na dworzec główny w Częstochowie żeby oglądać pociągi. Okazuje się, że Michasia bardzo lubi ciuchcie co Rocha cieszy bo on - z wykształcenia kolejarz - też lubi je oglądać.

Często opowiada przy tym co oznaczają sygnały na semaforach, albo jaki teraz wjeżdża pociąg na stację i dlaczego akurat ma tylko jedno światło włączone. Rochowi wydaje się, że Żonka też lubi tego słuchać więc rozprawia on godzinami o ciuchciach. A więc Roch zrobił grupowe zdjęcie na tle PESA Elf (27WEB). Z tego miejsca Roch chce pochwalić maszynistów z Kolei Śląskich - każdy zaprasza Michasię do kabiny żeby mogła sobie posiedzieć na krześle maszynisty. Raz nawet się skusiła i weszli do środka. Przeżycie niesamowite. Świetna robota Panowie Maszyniści, tylko Was chwalić.

Wracając jednak do pedałowania; Po tych wszystkich wrażeniach, lekarzach (Michasia oglądała też dzidziusia w brzuszku na USG) obie dziewczyny padły ze zmęczenia. Więc Roch wykorzystał okazję i poszedł na rower. Jednak popołudniowa drzemka z dzieckiem wyszła mu na dobre i mógł trochę pojeździć. Wieczorne pedałowanie jest fajne, ale przeszkadzają trochę rowerzyści widma, którzy jeżdżą bez świateł.

Komplet lamp nie kosztuje dużo i chyba pora zdradzić, że Roch przygotowuje test swoich lampek zakupionych w Lidlu za 30 zł dzięki czemu teraz może jeździć w najciemniejszych miejscach. Test jest prawie gotowy, jeszcze zdjęcia i można publikować. A w kolejce czekają kolejne obszerniejsze opisy, ale o tym wszystkim w swoim czasie. Na zakończenie zapis GPS z nocnego pedałowania:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Bezsenność. W Częstochowie.

Tytuł nieco przewrotny ponieważ Roch jakby chciał to zasnąłby wszędzie, ale nie o tym mowa. Dziś dziewczyny - umęczone upałami - poszły wcześniej spać. Roch oczywiście czytał przygody Baltazara Gąbki do poduszki. Kiedy wszystko było już ogarnięte Roch mógł zacząć myśleć o tym żeby iść na rower. No bo co można robić o 2200? No właśnie. Lepiej iść pojeździć na rowerze.

Prawda jest taka, że od dawna chce się Rochowi fest pedałować. Tylko nie ma na to czasu albo chęci albo Roch zaśnie z głową w książce. Tak już natura tej - jak to nazywają - dorosłości. Swoją drogą dziś Roch miał ciekawą dyskusję z Żonką na temat "kiedy tak naprawdę przestajemy robić głupoty"? Wszystko przy akompaniamencie zawodów downhill'owych na Eurosporcie.

Dla Rocha okres "przestaję szaleć na rowerze" zaczął się w momencie kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jest za kogoś innego odpowiedzialny i ten ktoś inny może czeka na Rocha całego. Do tego czasu Roch był sobie statkiem i kapitanem. Kiedy chciał to brał rower i szedł jeździć. Jeździł jak chciał i gdzie chciał. Jak wjechał w drzewo to w pierwszej kolejności sprawdzał czy z rowerem jest wszystko OK. Dopiero na drugim miejscu była spuchnięta i zdarta ręka.

Nie było górki z której Roch by nie zjechał albo nie wjechał na nią nawet kosztem urwanego łańcucha. Teraz jest inaczej - bynajmniej nie gorzej, ale inaczej. To inaczej objawia się tym że Roch myśli - i pewnie każdy z Was również - nad tym co się stanie i jakie będą konsekwencje. Zaczynamy podświadomie analizować, kalkulować i nasza wewnętrzna waga "za i przeciw" podejmuje decyzje. Czy słuszną? To już indywidualna sprawa - u Rocha zazwyczaj jest to celna decyzja, ale gdzieś głęboko, fest głęboko drzemie w nim ten młody Roszek, dla którego liczyło się jedno: rower. W każdej ilości i postaci.

Teraz rower też jest bardzo ważny (zimą ma honorowe miejsce w piwnicy żeby mu było ciepło), ale czasem musi ustąpić miejsca osobom które są ważniejsze. Jednak Roch próbuje wpleść rower w wolny czas, choć nie jest to łatwe. Jak dziś Rocha pamięta słowa Koyota i Michała:

- "Zobaczysz jak zaczniesz pracować" - mówili - "rower ci się skończy".

Kończąc tę część - coś się kończy, ale też coś się zaczyna. Zaczyna się nowy etap - jeżdżenie z córką, a później z drugim bąblem, a jeszcze później z całą trójką. A propos Michaliny - Roch próbuje jej zaszczepić miłość do roweru i chyba mu się to udaje. Może to złe i niepoprawne, ale waga "za i przeciw" podpowiada mu, że robi dobrze.

Jednak koniec tych wywodów, zbyt późna to pora i jeszcze nie ten czas. Wkrótce Rochowi przybędzie kolejna wiosna i to będzie odpowiedni czas na takie wspominki. Jak na wstępie Roch wspominał dziś jeździł na rowerze. Nawet dwa razy.

Pierwszy z nich to oczywiście z Michasią, choć ten był krótki bo dziś wyjątkowo kombinowała i w końcu wykombinowała. I tu kolejna "rada": jeśli rower to tylko w komplecie z kaskiem. I nie ważne, że jedziemy tylko przed bramę. Dziecko wsiada na rower w kasku na głowie. Dziś to święte przykazanie dla Rocha uratowało głowę Michaśki. Przewracając się uderzyła kaskiem w chodnik. Kaskiem, a nie głową. Różnica jest kolosalna.

Drugi rowerowy raz już był wieczorem i trochę dłuższy. Pogoda fajna, ciepło jak w dzień, lampki z Lidla dają czadu (Roch ma w planach notkę na ich temat) więc można było śmiało pedałować. Na zakończenie ślady GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wieczorny rower. Z Michaliną

Weekend minął (bo już poniedziałek mamy) bardzo intensywnie. W sobotę od rana Roch z Żonką i Michaśką zwiedzali chorzowskie ZOO. Michasia dzień wcześniej była w mini ZOO i tak jej się to spodobało, że chciała zobaczyć maksi ZOO, a najbliższe jest właśnie w Chorzowie. No więc spakowali torbę z ubraniami na zmianę, wózek, picie, jedzenie i resztę majdanu i mogli jechać. Po przyjeździe na miejsce zaczęli zwiedzanie.

Roch myślał, że takie ZOO to maksymalnie z dwie godziny i można się zbierać, a okazało się, że po dwóch godzinach byli dopiero w połowie zwiedzania. Roch zaczął marudzić, że chce mu się pić i jeść i że chce przystanku. W końcu znaleźli jakąś budkę z jedzeniem i zamówili dla Żonki zapiekankę, dla Michasi fryty i Roch zamówił sobie hamburgera. Bo miał ochotę. Jak dostał zamówienie ochota mu przeszła, ale siedem złotych poszło (parę gorszy więcej kosztuje Big Mac®) więc trzeba go zjeść. Koniec końców Roch dopchał się Colą i mogli iść dalej zwiedzać. Do zobaczenia zostały słonie, żyrafy, ptaki i pozostała połowa ogrodu. Ale Roch miał pełny brzuch i mógł chodzić z Michasią. Nauczeni ostatnią wizytą w parku chorzowskim tym razem zabrali wózek. Opłaciło się.

Kiedy wszystko było już zwiedzone, a Michasia padała ze zmęczenie dostrzegła ona jeszcze myszkę Miki wiszącą na jednym ze straganików. Okazało się, że aby ją dostać trzeba zestrzelić cztery motylki na strzelnicy. Roch z jego wadą wzroku miał małe szanse, ale dla dziecka podjął się wyzwania. Początkowo szło mu dobrze, czyli nie zastrzelił nikogo z obsługi. Ostatecznie udało się wygrać myszkę, ale Roch stracił prawie całą kasę jaką miał. Zostawił sobie jedynie na wyjazd z parkingu. No cóż, jednak z droższych myszek, ale uśmiech Michasi wszystko wynagrodził.

Mapka ze zwiedzania ZOO wygląda tak:



W niedzielę w pobliskim Złotym Potoku odbywało się Święto Pstrąga, czyli można było sobie zjeść smacznego pstrąga prosto z wody (takie było założenie) i przy okazji pospacerować po lesie i pobawić się na elektrycznych samochodzikach (to Roch z Michasią uwielbiają). Być może film z szalonej jazdy wpadnie na YouTube, ale Roch musi przemyśleć kwestię prywatności Michasi.

Nie mniej jednak kiedy przyszło do zamówienia obiadu okazało się, że Roch zamiast rybki wybrał
świeżego (oby) hamburgera i placek po węgiersku. Na pewno wszystko leżało obok tego sławnego pstrąga, więc to tak jakby zjeść rybkę. Michasia lubi rybki więc nie było z tym problemu. Po powrocie do domu Michasia poszła odpocząć, a kiedy wstała chciała iść na dwór pograć w piłkę i posiedzieć na ogródku.

Kiedy na zegarze pojawiła się godzina 2100 Michasia wpadła na pomysł, że będzie jeździła na rowerze. Początkowo Roch protestował, bo już późna godzina, ale za chwilę pomyślał:

"Zaraz, zaraz przecież jakby ktoś mi bronił roweru to bym się wkurzył!"

I Roch poszedł z Michasią na rower, ale z racji późnej godziny Roch zamontował jej oświetlenie, żeby była widoczna i bezpieczne i wyszło z tego coś zaje**go. Roch nie mógł nie napisać o tym na blogu. Miśka z oświetleniem na rowerze prezentowała się genialnie, zresztą co tu dużo pisać:



Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 30 lipca 2015

Rowerkiem przed pracą?

W ostatnim czasie tak się złożyło, że Roch częściej pisze o wypadach rowerowych Michasi niż o swoich. Duży rower (w domyśle Rochowy Cube) stoi w garażu i czeka, aż Roch znajdzie chwilę czasu na jeżdżenie. A z tym ciężko; bo albo Roch odsypia zarwane noce, albo ma inne zajęcia. Czyli standardowo, Roch jest na szarym końcu piramidy zwanej "ja chcę". Trzeba zacisnąć zęby i pogodzić się z tym, o czym starsi koledzy mówili jak Roch był jeszcze młody i chudy.

Wracając jednak do jeżdżenia z Michasią to umówili się tak, że jeden rowerek będzie przed pracą, najczęściej pojadą po świeże bułeczki do piekarni, a drugi rower — ten dłuższy — będzie po powrocie Rocha za pracy. I tak się złożyło, że dziś w końcu zadziałał GPS i Roch mógł zarejestrować poranny rowerek, oczywiście po bułeczki.

Zapis GPS:


Po powrocie do domu Roch od razu zabiera Michasię na popołudniowy rowerek.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rowery dwa. Z Michasią.

Jak Roch wcześniej pisał, wspólne rowery zaczęły się od jazdy w foteliku. Później był jeden rowerek i drugi. I tak Roch chodził za jeżdżącą Michaśką, która przyśpieszała coraz bardziej i bardziej. Z jednej strony dobrze bo Roch kondycję wyrabiał, ale z drugiej strony skoro Miśka już tak sobie radziła na rowerku to dlaczego nie spróbować wsiąść na swój rower i pojeździć z nią.

Jednak problemem było to, że na odpychaczu Michasia jeździła jak szatan i trudno ją opanować, szczególnie przed przejściem dla pieszych. Jednak od kiedy Miśka ma rowerek z pedałkami to jeździ wolniej, więc Roch wrócił do pomysłu wspólnych wypadów. I tak dziś Roch zaproponował Michalinie wspólny rower.

Błysk w oku córy był bezcenny i od razu podchwyciła myśl. Na początku Roch trochę niepewnie podchodził do sprawy, ale jak zobaczył, że idzie dobrze to tylko zachęcał Michaśkę do dalszego pedałowania. No i cały poranek spędzili na rowerze. Według szacunkowych pomiarów przejechali razem jakieś 3 kilometry. Na zakończenie jeszcze jedna rundka honorowa ponieważ babcia chciała widzieć jak Michasia jeździ, więc pokazała się ona z jak najlepszej strony.

Jutro, niestety, Roch idzie już do pracy. Urlop się kończy, choć nie był on wypoczynkowy. Na początku tygodnia Żonka wylądowała w szpitalu i Roch był za mamę i za siebie, ale oboje z Michaliną dali radę, choć oczywiście nie chcą już powtórki. W każdym razie Żonka już w domu, cała i zdrowa. A dla tych, którzy pilnie śledzą bloga należy się słowo wyjaśnienia; otóż pod koniec roku na świat przybędzie mały Roszek lub Roszunia ponieważ co do płci jeszcze opinie są podzielone. Jednak faktem jest, że stan rowerowy i osobowy się powiększy.

Wracając jednak do dzisiejszej inauguracji wspólnego pedałowania. Serce Rocha pęka z dumy i zachwytu nad tym jak się Michasia rozwija. Zawsze uśmiechnięta i uwielbia rowery. Żona twierdzi, że to mały klon Rocha i coś w tym jest, bo jak coś Roch robi to Michasia zawsze jest obok. Urlop się skończył, ale rowery nie. Jeden rower przed pracą, a drugi po pracy. Plan jest, teraz go zrealizować. Na zakończenie film:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Może mało to skromne, ale:

Każdy może być ojcem...

...ale trzeba być kimś wyjątkowym, żeby być tatą.

czwartek, 23 lipca 2015

Wszystkie rowery Michaśki

Do napisania tej notki skłoniły Rocha ostatnie wydarzenia. Będzie to swego rodzaju refleksja pisana około godziny 0115 w nocy, ale całkiem przytomna.

No więc wszystko zaczęło się jak Michaśka miała około 9 miesięcy – wtedy pojawił się pomysł zakupu fotelika i jeżdżenia z małą Michasią na rowerze. Oczywiście przed całym tym przedsięwzięciem była konsultacja z naszą Złotą Panią Pediatrką, a także z rehabilitantem, którego poznali na zajęciach z nauki pływania, na które też Michasia chodziła. Oboje nie mieli nic przeciw temu żeby Michalina mogła jeździć w foteliku na rowerze.

Jednak aby to mogło się stać musiały być spełnione dwa warunki:

1. Michasia – i ogólnie każde dziecko – powinno samo siedzieć. To oznacza, że układ kostno-mięśniowy jest gotowy na pozycję siedzącą.

2. Wypady nie dłuższe nie 10 minut. Żeby dziecko się nie męczyło.

I tak zaczęła się rowerowa przygoda Michaśki. Wraz z tym jak Michaśka rosła wydłużały się wypady. Razem z Rochem jeździła po 12 kilometrów, czasem śpiąc, a czasem próbując wyrwać się z pasów przez co Roch miał problem żeby utrzymać rower w pionie. Cykloza ogarnęła Miśkę.

I nieuchronnie zbliżał się kolejny etap – własny rowerek. Pierwszym rowerkiem był (a w zasadzie dalej jest) Kellys Kite 12, na którym Miśka jeździ do tej pory. Odpychacz jest genialny. Ma jednak jedną wadę. Otóż jak tylko Michalina dostała swój rowerek to porzuciła wspólne jeżdżenie w foteliku. Zdarza się to teraz sporadycznie, Roch wręcz musi się prosić żeby poszła z nim na rower. Co innego jak Roch wyciąga Kellysa. Tutaj nie musi się prosić.

Ważne, że rower dla Michaśki to czysta frajda. Ale oczywiście na jednym rowerze nie może się skończyć i tak na drugie urodziny Michalina dostała drugi rower. Tym razem już z pedałkami i bocznymi kółkami. Author Jet też jest fajny i staje się coraz częściej używany. Na początku był problem żeby załapać odruch pedałowania, ale trochę z Rochem i trochę z Żonką i Michalina wie jak się pedałuje.

Efekty można zobaczyć na poniższym filmie:


Tak więc wystarczy chcieć i można się fajnie bawić na rowerze.

Do napisania tego postu skłoniły Rocha dwie rzeczy:

Jadąc z Michaliną po bułki na rowerku Roch został zapytany ile Miśka ma lat, że tak śmiga na rowerku. Osoba, która o to pytała stwierdziła, że "jej mąż jest zmęczony po pracy i mu się nie chce z dzieckiem wyjść na rower".

"No heloł" - pomyślał Roch, przecież on też pracuje, a w dodatku dojeżdża 120 km codziennie żeby mógł pracować i jakoś ma czas na to żeby iść z dzieckiem na rower. Wystarczy chcieć, a puszkę piwa i TV zamienić na wygodne buty.

I druga rzecz to postęp jaki dziecko wykonuje ucząc się czegoś nowego. Rower wymaga koordynacji, skupienia i myślenia. Dziecko musi ogarnąć wiele spraw, więc Rocha zdaniem takie wypady rozwijają dziecko, a czas spędzony z rodzicem lub rodzicami to najlepszy czas. Jedynie trzeba mieć trochę chęci i kondycji bo za pędzącą Michaliną Roch musi biec.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Najnowszy rower prezentuje się tak:

niedziela, 19 lipca 2015

Czy to już Afryka, czy jeszcze jest cień nadziei?

Nastało lato. Nawet już jakiś czas temu, ale kto by pomyślał, że nadgorliwość jest znana także pogodzie.

— "Za moich czasów" — pomyślał Roch to była pogoda.

Jakby to "za jego czasów" było hoho daleko wstecz, ale prawda jest taka, że kiedyś było gorąco, ale nie było takich skoków temperatury. Jak było 26°C to było przez cały miesiąc, a nie przez 5 dni. Teraz w ciągu tygodnia temperatura potrafi spać o 10 a czasem i więcej stopni Celsjusza. Dzięki takim własnie skokom Miśka zaliczyła katar, a i Żona popadła w nietęgą sytuację. Na placu boju został tylko Roch, on jako jedyny nie podłapał niczego, choć sam musi przyznać, że taka pogoda odbija się na nim niemiłosiernie.

Jednak trzeba być twardym, jutro Roch jedzie po urlop, ale nie wypoczynkowy lecz awaryjny. Właśnie tak go nazwał. Szczegóły jednak zostawi dla siebie, blog to nie miejsce ani czas. Do środy zatem to on musi wytrwać na placu boju. Potem może paść. Rower odwołany do odwołania, teraz są ważniejsze sprawy, które trzeba dopchnąć do końca i zostawić je za sobą. Kiedy już będzie wyprostowane Roch siądzie na rower i strzeli stówę. W imię pomyślności.

Można to traktować jako zobowiązanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Skąd Afryka w tytule? Bo tam chyba jest gorąco.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Popołudniowa przejażdżka

Po powrocie z pracy Roch poczuł potrzebę pojeżdżenia na rowerze. Wziął więc swoje długie rowerowe spodenki i poszedł pojeździć. Na rowerze trochę wiało, więc długie nogawki sprawdziły się doskonale. Jako, że luksus wcześniejszego wyjścia z pracy Rochowi się skończył to na rowerowanie nie pozostało mu zbyt wiele czasu, ale koniec końców te 30 albo 40 minut pojeździł więc nie było źle.

Rowery do pracy Rochowi się skończyły w momencie kiedy przed budynkiem stanęły stojaki na rowery. Według "pani na portierni" są one monitorowane, ale co z tego jak Roch wychodzi z pracy o 1700 a do tego czasu to rower zdąży być sprzedany ze dwa razy, jak nie więcej. Z kolei próba wejścia do budynku z rowerem skończy się awanturą, więc lepiej wymyślić inny sposób. I taki sposób udało się Rochowi wykoncypować.

Otóż rano będzie zostawiał rower w Tarnowskich Górach, a po pracy będzie go zabierał i pojedzie gdzieś pojeździć, po czym zapakuje się do auta i wróci do domu. Genialne w swojej prostocie. Od czwartku pogodynki zapowiadają poprawę pogody więc piątek może będzie dniem testowym nowego pomysłu Rocha. Na chwilę obecną pozostaje mu jeździć po okolicy. Niestety.

Na zakończenie zapis GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Historyczne już zdjęcie. Rower w pracy.