czwartek, 28 maja 2015

Ogłoszenie: zmiana adresu (na stary)

Jako, że w ostatnim czasie Roch zabrał się za swoje wydatki, tworząc budżet osobisty, wyszło mu, że sporo pieniędzy traci. W związku z tym, jednym z cięć jest zamknięcie, a w zasadzie wygaszenie, domeny, która była podpięta pod bloga.

Od tej chwili jedyny działający adres to gusioo.blogspot.com.

Oczywiście adres RSS również się zmienił.

Oznaką zmiany strony jest taki oto błąd:


Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 24 maja 2015

Weekendowa przejażdżka na rowerze

Od ostatniego wpisu upłynęło sporo czasu, a powoli mijający tydzień należał do bardziej zakręconych niż inne mijające tygodnie. Początkowo Roch musiał wyjeżdżać wcześniej do pracy, później Michasia spała dłużej, więc Roch nie widział się z nią z rana, aż w końcu w czwartek miał zaplanowaną wizytę w Pyrzowicach, w ramach akcji #NewRunwayDays. Katowickie lotnisko z okazji otwarcia nowego pasa startowego zorganizowało serię wycieczek na "Air Side" żeby z bliska zobaczyć nowy pas startowy. Jednym z uczestników był oczywiście Roch, który wykorzystał okazję do zrobienia "paru" zdjęć samolotom. Jednak zajawka samolotowa mu nie minęła. Całość zdjęć można obejrzeć tutaj: NewRunwayDays.

Jednak dziś jest niedziela i Roch wyskoczył trochę pojeździć na rowerze. I tak intensywnie jeździł, że aż się zgubił. Początkowo wydawało mu się, że wie dokąd jedzie jednak ostatecznie okazało się, że jechał zupełnie w przeciwną stronę. Szybki rzut oka na GPS i mapę i Roch był już na dobrej ścieżce, a dzięki temu, że się zgubił to przejechał odrobinę więcej kilometrów. Na szczęście nie złapał go deszcz, bo Żonka musiała by uruchomić wóz serwisowy. Oczywiście wypad jest zapisany jako ślad GPS:



Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 18 maja 2015

W niedzielę też się pedałowało

W sobotę Roch rozpoczął podsumowanie weekendu, ale przecież została jeszcze niedziela. Początkowo nic nie zanosiło się na to, że Roch w niedzielę pójdzie na rower, ale po koncercie Filharmonii Malucha Michasia poszła spać, a wraz z nią Żonka. Początkowo Roch też chciał się położyć, ale chęć pedałowania w końcu wygrała i Roch zapakował się na rower i poszedł pedałować.

Pedałowanie wcale nie było łatwe ponieważ wiało niemiłosiernie mocno, ale po kilku kilometrach Roch wpadł na pewien pomysł. Jak wiadomo wiatr wieje w plecy, albo w twarz, a skoro mocno wieje to może pomogło by Rochowi wjechać na kordeckiego-rondo. Nie było tak kolorowo jak Roch sobie wymarzył, ale też czuł, że wiatr go popycha.

Kiedy wrócił do domu dziewczyny akurat wstały, ale z racji tego, że bardzo wiało Michasia nie jeździła na rowerze, ale dziś mamy poniedziałek, Roch wróci z pracy i może jakaś mała rundka rowerowa dojdzie do skutku. Na zakończenie zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 16 maja 2015

Weekend ze sprawnym rowerem

Po ostatniej awarii i jej następstwach Roch mógł wejść w weekend jeżdżąco; rower miał gotowy już w czwartek i mógł spokojnie jechać z Michasią na zajęcia z rytmiki, ale ta była już na tyle zmęczona, że na rowerze z pewnością zasnęła by zanim dojechaliby na zajęcia. Tak więc rower pojechał grzeczniutko do garażu, a Roch z Michasią i Żonką pojechali na rytmikę samochodem.

Michasia, rower i nos Tekili
Piątek był już zupełnie inny. Pogoda dopisywała, chęci też, a sprawny rower aż rwał się do pedałowania. Michasia - jak tylko zobaczyła buty Rocha - również rwała się do pedałowania. No więc nie było innego wyboru jak tylko wsiąść na rower i pojechać na przejażdżkę po okolicy.  Jeździło się na tyle fajnie, że z małej przejażdżki zrobiła się całkiem niezła eskapada po okolicy. Roch wraz z Michasią odkryli cztery nowe zjeżdżalnie i place zabaw na które obowiązkowo muszą iść, bo zjeżdżalnie są spiralne, a to w ostatnim czasie Michasię kręci najbardziej.

Kiedy akurat nie odkrywali nowych placów zabaw to liczyli ptaszki bo Michasia uwielbia oglądać ptaszki. Jak zawsze było ich dużo, a przy każdym, nawet najmniejszym, musieli się zatrzymać i popatrzeć jak robi "am". Ogólnie kilometrów wyszło 10, ale to sporo szczególnie, że Roch może zacząć pedałować od 1800 bo wcześniej jest w pracy, albo z niej wraca. W końcu jednak można było wsiąść na rower i trochę pośmigać. Jeśli o hamulce chodzi to działają idealnie, ale Roch nie brał pod uwagę innego wyjścia; Wojciech zawsze staje na wysokości zadania, więc jak awaria roweru to tylko do niego. Piątkowy ślad GPS można zobaczyć poniżej, ale to oczywiście nie koniec:



W sobotę rano oczywiście obowiązkowym punktem dnia jest wjazd do Tarnowskich Gór na basen, a później obiad do babci Krychy. Po powrocie Michaśka poszła spać, ale nie spała długo, więc po tym jak wypiła kompot, który dostała od babci ubrała się i poszła z Rochem na rower żeby trochę odpocząć, a Żonce dać chwilę na sen. Jednak Roch miał na uwadze to, że młodzież ma już za sobą prawie 1 godz. 30 min basenu więc dziś nie było szaleństwa.

Drobny i spokojny wypad, który miał być relaksem. I taki też był. Po powrocie do domu Michasia zapragnęła powiedzieć mamie, że już wróciła więc wparowała do sypialni z głośnym "maaaaaaaaaaaaaaaammmmmmmmmmmmmmaaaaaaaaaaa-
-aaaaaa!!!!!!!!!!!!!!" i mama wstała. Roch szybko spacyfikował młodą i już Żonka mogła dalej iść spać. Roch w tym czasie założył Miśce kask i poszli na mały rowerek pośmigać po okolicy. Samodzielny rowerek Michalinie wychodzi bardzo dobrze, potrafi już rozpędzić się tak, że Roch biegnie za rowerkiem, a z górek zjeżdżanie to sama przyjemność. Więc trzeba ją pilnować żeby nie wykręciła jakiegoś numeru, na przykład żeby nie starała się odrywać nóg od ziemi.

Jednak rower ma opanowany tak dobrze, że Roch zamierza zgłosić Michalinę do startu w nadchodzących zawodach rowerowych w Reptach (będzie na blogu informacja z plakatem) tak żeby Michasia pojeździła sobie trochę, a przy okazji zgarnęła pierwszą nagrodę bo w jej kategorii wiekowej wszystkie nagrody są pierwsze i żadne dziecko nie jest ostatnie, ale o tym wszystkim Roch napisze jak będzie wiedział więcej. Najbliższa informacja będzie w przyszłym tygodniu. Wtedy będzie plakat i szczegóły zawodów rowerowych. Tak czy inaczej zabawa będzie fajna. I dla dziecka i dla Rocha (który może też wystartuje).

Tak więc weekend jak do tej pory jest atrakcyjny i rowerowy, o czym można się przekonać patrząc na sobotni zapis GPS:



Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 11 maja 2015

Zaślepka zdobyta - hamulec zapowietrzony

- "Jak nie jedno to drugie" - Pomyślał Roch jadąc z Michaśką na rowerze.

A wszystko zaczęło się od przedwczorajszej awarii, czyli wypadniętej zaślepki. Dziś Roch po pracy pojechał do zaprzyjaźnionego Adventure żeby kupić ostatnią sztukę zaślepki i móc jeszcze dziś pojeździć na rowerze z Michaśką. Kiedy włożył zaślepkę na swoje miejsce i nacisnął klamkę doznał spokoju. Okazało się, że klamka nie jest gąbczasta, czyli hamulec się nie zapowietrzył, ale "trochę ocierał".

- "W końcu nowe klocki to trochę muszą się dotrzeć" - Pomyślał po raz kolejny Roch.

Jednak kiedy tarcza zrobiła się gorąca Roch doszedł do wniosku, że za chwilę mogą się dotrzeć aż za bardzo, więc postanowił, że zmniejszy ciśnienie w przewodzie i upuści trochę płynu hamulcowego. Niczym znachor przykładający swojemu pacjentowi pijawki Roch po raz kolejny odchylił zaślepkę - tym razie wiedział, że łatwo wyskakuje, trudno się jej szuka i jeszcze trudniej się ją kupuje. Więc z ginekologiczną precyzją odchylił trochę i nacisnął klamkę.

- "Jedna kropla, druga i trzecia" - liczył.

Po trzeciej kropli klamka wzięła głęboki oddech i wciągnęła powietrze. Hamulec puścił, tarcza ostygła, ale próba hamowania kończyła się ściskaniem gąbki. Więc do domu Roch wrócił na jednym hamulcu - droga prosta więc nie musiał zbytnio hamować. I tak oto Roch z pozornie prostej czynności jaką jest wymiana klocków w hamulcu zrobił tygodniową akcję serwisową.

Na szczęście jutro rower jedzie w silne, dobre i fachowe ręce Wojciecha, który odpowietrzy hamulec, doleje płynu i sprawdzi co Roch jeszcze zepsuł, bo przecież jazda na rowerze to ma być prosta czynność, ale nie dla Rocha.

Na zakończenie ślad GPS:



Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 10 maja 2015

Długi weekend - nawet rowerowy

Od jakiegoś czasu Rocha ogarniało coś co można było nazwać wypaleniem, albo też ogólnym "nie chce mi się". W końcu postanowił on wziąć dwa dni urlopu. Raz, że mogli spokojnie pojechać do lekarza z Żonką, a dwa że mógł posiedzieć sobie z Rodzinką w domu, wyskoczyć na lody, piknik, rower i na co tylko chcieli. Bo Roch miał urlop.

Dzień pierwszy - czwartek

Urlop Rocha zaczynał się we czwartek, akurat w pracy skończył się sprint i mógł spokojnie wziąć dwa dni urlopu. Tego dania była też umówiona wizyta lekarska, więc Roch nie musiał kombinować z wcześniejszym wychodzeniem z pracy, pośpiechem na drodze "żeby tylko zdążyć". I swobodnie można po lekarzu zabrać Michalinkę na zajęcia z rytmiki ponieważ ostatniego maja Michasi grupa, czyli "Szkraby i Muzyka" mają zaplanowany występ kończący rok szkolny.

Tego dnia też był pierwszy rower urlopowy z Michasią. Michalinie spodobały się jazdy na rowerze, więc Roch wydłużył jej przejażdżki do godziny i nawet więcej. Dzięki temu przejeżdżają około 10 kilometrów i to bez spania. Roch tylko sprawdza, czy Michalinie nie jest zimno. I po takiej wycieczce Michasia zawsze idzie spać - najczęściej na długie spanie. Czwartkowe było tak długie, że przespała zajęcia z rytmiki, ale wyspać się musiała. Zapis GPS z czwartkowego wypadu jest dostępny poniżej.


Dzień drugi - piątek

W piątek plan był prosty; jedziemy nad Jezioro Srebrne na piknik. Czyli grillowanie (i próba rozpalenia grilla jednorazowego), zabawa na świeżym powietrzu i ogólny odpoczynek. Na miejscu okazało się, że Michalinie spodobało się takie piknikowanie. Oczywiście miała ze sobą swój rowerek na którym śmigała że ciężko było ją dogonić, ale Roch jakoś zawsze stawał na wysokości zadania. Po jeździe na rowerze Michasia szła na kocyk i tam odpoczywała w towarzystwie piłek, zabawek i ciasteczek.

Poza rowerem było też wiaderko, łopatka i grabki a także chodzenie w wodzie. Jak wiadomo Michasia jest wodniakiem, więc gdzieżby opuściła taką okazję jak chodzenie w wodzie. Jezioro Srebrne jest bardzo fajne; fakt, że daleko od Częstochowy, ale widoki i las rekompensują całą drogę, która i tak nie należy do męczących - większość trasy to obwodnica albo "ekspresówka", więc nie stoi się w korkach. Po powrocie oczywiście Michasia poszła odpocząć bo tyle wrażeń miała że ho ho. Na koniec dnia jeszcze spacer i zabawa klockami, ale już bardziej jako wyciszenie przed snem.

Weekend - czyli sobota i niedziela

W sobotę, po porannej wizycie na basenie w Tarnowskich Górach i obiedzie u baby Roch wymienił klocki w rowerze i chciał zabrać Michasię na przejażdżkę, ale ciśnienie w przewodzie hamulcowym po wymianie klocków trochę gwałtownie wzrosło i korek przy klamce wystrzelił gdzieś w trawę i zaginął, a Rochowi wyciekł prawie cały płyn hamulcowy, więc Michasia wybrała mamę i piaskownicę, a Roch 1,5 godziny na kolanach szukał korka, ale w końcu poddał się.

Jednak szybki telefon do Wojciecha i w poniedziałek będzie miał nowy korek, a może nawet naprawiony hamulec, więc będzie można ponownie jeździć z Michasią na rowerze. Kolana i plecy bolą Rocha niemiłosiernie, a korek nie znalazł się i pewnie już się nie znajdzie.

Niedziela upływa pod znakiem placów zabaw i "fabryk uśmiechu". Po objechaniu wszystkiego w okolicy Michasia poszła na obiad do drugiej baby (w weekendy Roch z Żonką i Michasią żywią się u babć). A po obiedzie obie dziewczyny poszły spać, tylko Roch został ten nieśpiący, ale jak tylko skończy pisać notkę to chyba też pójdzie spać, a może nie. To się okaże.

Podsumowując weekend, ten przedłużony, był zajebiście udany. Akumulatory Rocha chcą niemalże eksplodować z naładowania a dziś jeszcze przed Rochem wizyta z Dziewczynami na lodach, bo trzeba jakoś fajnie pożegnać przedłużony weekend. Choć nie wiadomo czy za kilka tygodni Roch nie powtórzy tego i znowu nie weźmie urlopu.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 5 maja 2015

Wspólny rower z Michasią

Długo Roch musiał czekać aż będzie mógł pojeździć razem z Michasią na rowerze. Po serii przeziębień spowodowanych kontaktem z rzekomo "zdrowymi" dziećmi Michasia w końcu wyszła na prostą i jest całkiem zdrowa. A to pozwala na wspólne jeżdżenie na rowerze. W foteliku oczywiście, ale Michasia jazdę na rowerze odziedziczyła w genach od Rocha więc już teraz na swoim małym Kellys'ie śmiga aż kurz z opon idzie.

Zaraz po powrocie z pracy Roch wskoczył w SPD, Żonka zainstalowała Michaśkę w foteliku i można było iść na rower. Początkowo Roch myślał, że to będzie krótki wypad; godzina 1830 była zawsze godziną kolacji i przygotowań do kąpania a nie jeżdżenia na rowerze. Ale na pytanie:

- "Michasiu jedziemy już do domu?"

Roch słyszał odpowiedź "Nie". Więc pedałował dalej co chwilę sprawdzając czy Miśka jest ciepła i czy nie ma potrzeby wrócenia do domu. W końcu po godzinie jeżdżenia Roch - jako ten, który trzyma kierownicę - podjął decyzję o powrocie do domu. I słusznie albowiem Żonka już czekał na nich z kolacją. Michasia zjadła kiełbaskę z grilla, wypiła kubeczek kakao i grzecznie poszła się pluskać do wanny.

Dzień był bardzo aktywny i dziecko na końcu już padło. No ale tyle atrakcji; i piaskownica,  i rowerek, i trampolina i w końcu rower z tatą. Mało kto to wytrzymuje a Michasia cały czas się cieszy. Na zakończenie zapis wspólnego pedałowania:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 1 maja 2015

Niech się święci 1 Maja!

Tradycyjnie już: Najlepszego!

Nocny rower - po urojonej awarii

Dziś z samego rana, jeszcze przed przyjazdem do pracy, Roch pojechał do Wojciecha po odbiór koła, które rzekomo - według Rocha - uległo awarii, o czym pisał w poprzedniej notce. Okazało się, że Roch spanikował ponieważ koło było całkiem sprawne, a awarii uległ jedynie Roch, który nie sprawdził czy zacisk jest dobrze zaciśnięty, a to właśnie było prawdopodobną przyczyną "luzu na kole".

I faktycznie u Wojciecha nie było żadnego luzu. Przy okazji Roch prawie kupił Cannondale'a, ale okazało się, że jest za duży na Rocha więc musiał się obejść smakiem i dobrze bo Roch nie ma pieniędzy na kolejny rower, ale już miał iskrę zakupową w oku. Z całej tej urojonej awarii Roch stracił rowerową niedzielę (choć zyskał czas z Dziewczynami).

Jednak dziś - jak tylko zapiął koło do roweru - zszedł do pralni po swoje ciuchy rowerowe i poszedł pojeździć. Żonce i Córci było to obojętne ponieważ obie zasnęły kiedy Roch czytał bajki Michalince. Taki zwyczaj, że Roch czyta dziecku do snu - z niewielką przerwą - od urodzenia, a nawet jeszcze dłużej, bo do brzucha też czytał... i czyta nadal ;-)

Chyba lepiej było iść na rower niż siedzieć bezczynnie przed komputerem. I tak też Roch zrobił. Przejechał się po okolicy Częstochowy, ale trzymał się raczej blisko centrum - raz że latarnie dają jakieś światło, a dwa jest mniejsze ryzyko, że Roch spotkałby jakiegoś wygłodzonego psa. No więc popedałował trochę po centrum i wrócił do domu. Dziewczyny śpią aż chrapią, a Roch pisze tę właśnie notkę. Z czystą przyjemnością.

Na zakończenie oczywiście zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Kwiecień zamyka się w 103 kilometrach.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Częstochowa - Blachownia. I kolejna awaria.

I stało się. Kolejna awaria roweru, w zasadzie ta sama co trapiła rower Rocha niedawno. Ponownie rozkręciła się piasta i jutro koło jedzie do Wojciecha, który zajmie się tym problemem. Jednak nie jest tak, że wczoraj Roch nie jeździł na rowerze. Otóż jeździł i to całkiem sporo. Wcześniej zaplanował sobie trasę, którą chciałby pojechać i wyszło mu, że przejechałby około 30 kilometrów, co było dla niego satysfakcjonujące.

Kiedy młodzież poszła na popołudniową drzemkę Roch wskoczył w buty i pojechał żeby pokonać zaplanowaną trasę. Co prawda trochę ją zmodyfikował tak żeby nie wjeżdżać na kordeckiego-rondo bo jak chciał przejechać całą trasę to nie mógł się zmęczyć na jej początku. Wjeżdżanie pod górkę miał zaplanowane na dziś, ale awaria się stała i rower ma odpoczynek.

Okazuje się, że do dojechanie do Blachowni od "drugiej strony" jest banalnie proste szczególnie, że droga jest mało ruchliwa i prowadzi przez las, więc było chłodno i mało wietrzenie (biorąc pod że przez całą Częstochowę Rochowi wiało pod koło). Droga powrotna to bajka; wiatr w plecy, prędkość porównywalna z tą samochodową i równy asfalt. Tak więc 30 kilometrów jest przejechane, co zostało zapisane na GPSie:

Roch pozdrawia Czytelników.