czwartek, 17 kwietnia 2014

W nocy to się śpi...

...a nie jeździ na rowerze -- ktoś mógłby tak powiedzieć widzą Rocha pedałującego o 2230 przez miasto, ale ten nie ma czasu żeby jeździć "jak człowiek" za dnia. Pozostaje mu parę chwil w ciągu nocy kiedy może swobodnie popedałować, choć zazwyczaj wybiera wcześniejsze pory, ale dziś dał się porwać szałowi przedświątecznemu i wziął udział w świątecznych porządkach. Co prawda tylko mała kosmetyka korytarza, ale zawsze może powiedzieć, że nie migał się od obowiązków.

Na jutro ma zapowiedziane odkurzanie, pieczenie ciasta (włożenie i wyjęcie z piekarnika -- środkowym zestawem czynności zajmuje się złota Żonka) i na pewno coś jeszcze wpadnie, więc ewentualny rower będzie możliwi dopiero koło godziny tak jak dziś. Ale wieczorami, tfu nocami, jeździ się doskonale. Zerowy ruch, ludzi też jakby mniej na chodnikach, przyjemny chłodek a nawet troszkę zimno więc pedałować można śmiało, a że jest noc? No to co!

Dziś wieczorne, tfu nocne, pedałowanie zakończyło się wynikiem 8 kilometrów, ale Roch próbuje się rozkręcić i dać czadu. Może w końcu osiągnie jakieś 20 - 30 kilometrów. Oczywiście powstał zapis trasy, więc można sobie pooglądać wieczorne, tfu nocne, pedałowanie.

A teraz dobranoc.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rowerowe zaległości

Pogoda nie dopisuje, rower sobie stoi, ale wcześniej Roch troszkę popedałował. Zaczęło się w sobotę, kiedy w końcu wsiadł na rower w dodatku z Miśką. Po chorobie dziecię miało wielkie parcie na aktywność no i Roch wsiadł na rower, zapiął fotelik i dziecko. Oczywiście Żonka pedałowała razem z nimi. Wyjazd nie był daleki, ale wystarczył aby Miśka rozpromieniała na nowo.

W końcu Mała przekonała się do kasku. Wcześniej nie za bardzo chciała go zakładać, a bez kasku Roch nie chciał wozić daleko. Mimo, że Roch na rowerze spędził w życiu trochę czasu to wypadki zdarzają się nawet najlepszym, ale kask polubił Miśkę, a ona polubiła kask, więc teraz Roch może śmiało jeździć z Małą nie bojąc się o to, że może się na rowerze zachwiać (kask nie zwalnia z obowiązku myślenia!).

Wciągu tygodnia Rochowi udało się wyskoczyć na wieczorny rower, ale było tak zimno, że wrócił jeszcze szybciej niż wyszedł. Po tych dwóch rowerach zaczął padać deszcz i pada aż do dziś. Według pogody przyjemniej zrobi się dopiero w piątek, a więc może jeszcze uda się coś pojeździć. Już niebawem Wielkanoc, a to oznacza trochę dłuższy weekend i może nawet rowerowy.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Kokardka na rowerze

W domu nadal większy lub mniejszy szpital, zwalczyli razem z Żonką i Naszą Panią Pediatrką gorączkę i infekcję u Miśki, a ostatnio się pojawiła wysypka. Jutro Żonka jedzie z Miśką do Naszej Pani Pediatrki żeby ją zobaczyła, ale po prywatnym dochodzeniu, czyli "przed użyciem zapoznaj się z ulotką" okazało się, że jeden z antybiotyków może -- jako skutek uboczny -- wywołać wysypkę. Oby jutro się to potwierdziło. A skoro Miśce już dużo lepiej, bo i gorączki nie ma i spokojnie śpi, to Roch wyskoczył na wieczorny rower.

Dawno już nie pedałował, więc wyciągnął rower, włączył lampki i Endomondo i pojechał przed siebie. Kręcił się po okolicy, ale chciał przejechać 20 km, więc musiał się zapuścić trochę dalej. Lampko-latarka zamontowana z przodu przydała się kiedy Roch pedałował przez krzaki żeby przejechać z jednej części Częstochowy do drugiej. Potem Roch przejechał się jeszcze do centrum i wrócił do domu.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Szybka rundka po okolicy

Po krótkiej przerwie spowodowanej chorobą Rocha i po krótkiej przerwie spowodowanej powrotem infekcji u Miśki, Roch wyszedł na rower. Co prawda przejechał się tylko kawałek bo myślał co tam u Miśki słychać, ale jak na początek zrobił mały kroczek rowerowy. Dodatkowo Roch zrobił sobie lepszą lampkę i teraz już może śmigać całkiem oświetlając sobie drogę przed kołem.

Dziś rundka po okolicy, żeby nie oddalać się od domu, ale może w końcu uda się pyknąć jakieś dwadzieścia kilometrów a może nawet więcej. Oczywiście wieczorem, bo wtedy jeździ się najlepiej. W planach Roch ma też zrobienie jeszcze lepszej lampki, ale to są plany i mogą się nie udać.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 31 marca 2014

Powrót na siodełko

Po okresie choroby nadszedł czas rekonwalescencji, czyli powrót do jeżdżenia. Rochowi się poprawiło na tyle, że chętnie siadł na rower i kawałek się przejechał. Żonce też się spodobało wieczorne jeżdżenie więc jeżdżą na zmianę, kiedy Roch czyta bajeczki Miśce to Żonka pedałuje, a kiedy Żonka wraca to Roch się ubiera i wskakuje na siodełko. Jakoś oboje nie mają serca zostawić Miśki pod opieką kogokolwiek.

No więc Roch wybrał się w okolice Jasnej Góry, zrobił rundkę dookoła klasztoru i wrócił. Jednak zaczął od wyjazdu na Politechnikę i dopiero stamtąd pojechał w stronę "Świętej Ziemi. Tej ziemi". Wieczorne  rowerki chyba na dobre weszły w harmonogram dnia Rocha. I Żonki też.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 30 marca 2014

Przymusowa przerwa w rowerowaniu

I stało się; Rocha dopadło przeziębienie, ale najważniejsze, że Miśka zdrowieje. Teraz pora na Rocha, ale z małym dzieckiem to już tak jest, z domu robi się szpital i każdy z domowników swoje przejść musi. Na szczęście Miśce odpuściło, Rochowi wciąż tak samo, a Żonka przeszła to delikatnie. Grunt, że dziecko zdrowe.

Z okazji przeziębienia, aaaapsik, Roch odstawił rower żeby "nie przeziębić przeziębienia" i nie dostać zapalenia płuc czy innego cholerstwa. Za to Żonka tłucze wieczorami kilometry. Kiedy Rochowi się polepszy też będzie wieczorowo pedałował. Niestety, ale tylko wieczory mu zostają - praca, a potem "chwilka" dla Michasi, bo czeka aż tatuś przyjedzie z pracy i trochę pogłupcują.

Tak więc kilka dni bez roweru Roch musi wytrzymać.

czwartek, 27 marca 2014

Krótka przerwa w rowerowaniu

No i pojawiła się pierwsza przerwa rowerowa, która spowodowana była na początku pogodą, a raczej jej brakiem, a później przeziębieniem Miśki, które dopadło ją w niedzielę. Koniec końców wizyta u naszej Złotej Pani Pediatrki, która zaleciła syropek i wyjaśniła jak przebiega przeziębienie u niemowlaka. U Miśki jest to raczej łagodny przebieg, ale jak potrzeba to szuka mamy i tylko do niej się tuli.

Popołudniu Roch wyskoczył na 40-o minutowy rower w czasie kiedy dziecię spało. Szybko się uwijał, pedałował żeby dojechać do domu przed wstaniem Miśki, ale jednocześnie żeby się najeździć i rozciągnąć trochę stare mięśnie. Udało się; rower przewietrzony, Roch rozciągnięty, a córka wyspana. Na zakończenie mapka wyjazdowa.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 23 marca 2014

Rocha pierwszy wyjazd z córką

Do tej pory Roch jeździł z córką, ale ta siedziała w foteliku, który był na rowerze Żonki, ale - jak wiecie - Roch zrobił się zazdrosny i resztką wysiłków finansowych zakupił w Zaprzyjaźnionym Adventure. Resztą sił założył do roweru siedząc w garażu do 2300. Ale w końcu się udało i w sobotę Roch śmigał z córką na rowerze.

Dystanse co prawda nie są powalające, ale trzeba Miśkę rozjeździć więc na początek jeżdżą z nią po 10 - 15 minut żeby dziecko się przyzwyczaiło do pewnego rodzaju wysiłku i bujania na foteliku. Sam fotelik jest w porządku, dziecku się podoba, jest wygodny i stabilny, no i ma system odchylania do 20°, czyli do pozycji półleżącej.

W niedzielę pogoda się załamała, udało się odbyć poranny spacer, ale na nic więcej nie wystarczyło słońca. Zaczął padać deszcz tak jakby chciał dać Michalinie odpocząć od aktywności fizycznej. Ostatecznie bawiliśmy się w domu. Trochę odpoczynku też się należy.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 21 marca 2014

Wieczorna pętla

Od samego rana Roch załatwiał sprawy rowerowe, a miał do odbioru swój prywatny i nienaruszalny uchwyt na fotelik. Na szczęście Wojciech mógł rano wyjść przed blok więc Roch szybko odbił w prawo na którymś ze skrzyżowań i podskoczył przed pracą po odbiór tegoż cuda. Przyokazyjnie zadłużył się na małą sumkę, ale nie miał przy sobie pieniędzy, a przecież już prawie koniec miesiąca jest, więc i gotówki może trochę brakować.

Popołudniu, po powrocie z pracy, poszedł na rower. Nie miał nic lepszego do roboty, więc wsiadł na siodełko i pojechał w poszukiwaniu jakiejś sensownej trasy, nie koniecznie jeżdżąc kilka razy dookoła żeby nabić kilometrów. W końcu pojechał drogą którą wraca z pracy, trochę pozmieniał kierunki i wyszedł całkiem ładny dystans (przyp. Roch od dwóch lat nie siedział na rowerze). Koniec końców kilometrów wyszło 12, ale to dopiero początek.

Trzeba przyznać, że Częstochowa ma całkiem fajne drogi dla rowerów, mało ich, ale jak już się wjedzie na jakąś ścieżkę to można podjechać kawałek całkiem niezłą nawierzchnią. Jednak jak się droga dla rowerów skończy to trzeba wjechać na dziurowy chodnik albo coś co go ma udawać. Czyli jak wszędzie; drogi i chodniki dziurawe, ale nie wszędzie i nie wszystkie. Jutro kolejny dzień z wieczornym rowerem. Nawet latarkę Roch zaadoptował na potrzeby oświetlania drogi przed sobą.

Na zakończenie zapis dzisiejszego wypadu.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 20 marca 2014

Pierwszy wyjazd Michaśki

No i nadeszła TA chwila. Michasia pierwszy raz jeździła na rowerze, co prawda to Żonka pedałowała, ale Michasia aktywnie uczestniczyła w nadawaniu tempa jazdy. Była takim sternikiem w "dwójce pojedynczej ze sternikiem". Początkowo Roch chciał fotelik zamontować u siebie, ale z drugiej strony to Żonka będzie jeździła z dzieckiem jak Roch będzie w pracy, a dla Rocha zostają weekendy. Więc kiedy tylko ruszyli Roch stał się zazdrosny.

Szybki telefon do zaprzyjaźnionego Wojciecha i na jutro Roch ma do odbioru dodatkowy uchwyt na fotelik do swojego roweru. I tym samym w najbliższy weekend Roch jeździ na rowerze z Córką! Ogólnie chęć pedałowania wróciła ze zdwojoną siłą. Chyba dwuletnia przerwa mu pomogła. Jutro wieczorem, po powrocie z pracy, Roch zamontuje w swoim rowerze uchwyt na fotelik i w weekend ma fotelik w swoim rowerze i spędzają aktywnie cały weekend. We trójkę.

I na koniec historyczny, pierwszy wypad Michasi. PS. Tak na marginesie Roch pedałował także po wyniki badań, więc rower dziś zaliczony był dwukrotnie. Oczywiście został zapisany ślad z wypadu.

Roch pozdrawia Czytelników.