środa, 22 lutego 2017

Przygotowania do sezonu. Oby rowerowego.

Przygotowania do sezonu rowerowego A.D 2017 idą pełną parą. Roch obżera się fast-foodem, nie jeździ na trenażerze i ogólnie robi wszystko żeby umrzeć przy pierwszym pedałowaniu. Jednak nie wszyscy są tak słabej wiary i woli jak Roch.

Michasia jak tylko stopniał śnieg przypomniała sobie, że dawno nie jeździła na rowerze. I zapragnęła, niczym Roch za dawnych lat, pedałować. I nie liczyło się, że jest mokro, że może spaść deszcz, a gdzieniegdzie jeszcze leży kupka śniegu. Trzeba było rower wyjąć z garażu i pozwolić jej pojeździć. Roch nie opierał się zbytnio bo sam wie jak bardzo chce mu się pedałować. W tym rowku parcie na rower jest wyjątkowo silne, nawet zaplanował już kilka tras, które chciałby przejechać. I obowiązkowo objazd starych śmieci. Czyli rower do Colta i na stare śmieci, ale to jak dzień będzie dłuższy. Na chwilę obecną Roch chce w ogóle wsiąść na rower żeby cokolwiek się zadziało. Wiadomo, że:
"Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku"
Lao-tzu. chiński filozof, twórca taoizmu
Tak więc swoją podróż Roch chce zacząć od tego, że wsiada na rower. W tym celu zrobił pierwszy krok, aby dać się porwać przygodzie czyli odpiął rower od trenażera, zmienił oponę na asfaltową i z powrotem założył oponę trenażerową, ale tym razem do roweru Żonki żeby też mogła popedałować. Później, jak już nadejdzie lato Roch przełoży oponę z powrotem i całą czwórką będą pedałować. Jak tylko Roch nie zejdzie przy stawianiu tego pierwszego kroku, o którym pisał ciut powyżej.

Żeby nie było to Staś też ma swoją furkę. Czterokołową ze zdalnym sterowaniem. Przebieg niewielki, nie bita, a kierowca nie palący. Oczywiście pierwszy właściciel. I tak wyglądały pierwsze podrygi wiosny. Staś w samochodziku, a Michalina na rowerku. Roch za nimi idzie trzymając w jednej ręce pilot do autka, a w drugiej aparat. W międzyczasie musi oglądać się za Michaliną, bo ta nie patrzy gdzie jedzie. Ważne, że wiatr rozwiewa włosy, a to czy ktoś jedzie czy idzie to już nie jest ważne.

Pogoda na najbliższe dni nie wróży nic dobrego; będzie padało ale będzie ciepło i co najważniejsze nie ma już śniegu. Co prawda może jeszcze gdzieś tam spaść, ale to będą raczej ostatnie podrygi zimy tej wiosny. I trzeba będzie przeprosić się z siodełkiem i w końcu dotrzymać jakiegokolwiek postanowienia, bo na razie to nic dobrego z tego nie wychodzi, ale zawsze można (było) zwalić na zimę, na depresję, na chandrę, na brak słońca, na smog, na brak witaminy D, na mokro, na ślisko, na zimno i jeszcze wiele można by wymieniać. A co może zmotywować? Ładna pogoda, przyjemność z pedałowania i pewnie coś jeszcze o czym Roch wiedział, ale przez lata zapomniał.

Tak. Trzeba sobie powiedzieć wprost, że to co się dzieje z Rochem to efekt wieloletnich pokus, olewania i chęci robienia czegoś innego. A wiadomo nie od dziś, że Roch stworzony jest do pedałowania, a nie do przytulania. Że stracił włosy nie dlatego, że mu wyszły, a dlatego, że włosom pod kaskiem było ciasno. W tym roku może będzie inaczej. Co prawda włosy nie odrosną, ale może odżyje pasja do pedałowania, którą Roch zatracił. Czego sobie życzy.

Na zakończenie focia roweru w gotowości bojowej:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Żonkę tak wciągnęło pedałowanie na trenażerze, że zażądała aby Roch kupił drugi komplet czujników i stworzył konkurencyjne "Centrum Danych Telemetrycznych".

niedziela, 5 lutego 2017

Miało nie być, a jednak Roch pedałował

W ostatniej notce Roch zarzekał się, że jeśli zacznie pedałować to dopiero w poniedziałek, bo w sobotę miał przerwę techniczną, a w niedzielę na pewno nie będzie mu się chciało. Koniec końców jednak Roch wsiadł na rower w niedzielę i dnia siódmego przepedałował kilometrów dziesięć. Bo dlaczego czekać do poniedziałku skoro można w niedzielę; ale tak prawdę pisząc to Roch wsiadł na rower po tym jak Żonka zeszła z niego (roweru, nie Rocha).

Tak więc kolejny etap wzajemnego motywowania rozpoczął się na dobre. Może nawet uda się wyskoczyć na jakieś wspólne pływanie o ile będzie z kim zostawić dzieciory. Powrót na siodełko wcale tak bardzo nie bolał, ale Roch ma świadomość, że jego nogi są dalekie od ideału o czym przekonał się jeżdżąc na nartach. Więc plan na kilka najbliższych tygodni to wzmocnić nogi i oczywiście zrzucać wagę. Jednak to jest ciężkie mając na uwadze, że w lodówce leżą frytki, fryteczki, frytunie.

Pozostaje więc trzymać je nadal w lodówce, a codziennie wsiadać na rower i pedałować. Może te frytki będą nagrodą na regularne pedałowanie, a może po prostu Roch je zje. Na zakończenie oczywiście zapis z "Centralnego Systemu Telemetrycznego":


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 3 lutego 2017

Kolejna przerwa i ferie w wersji mini

I stało się to co się już kilka(naście) razy się powtórzyło, czyli Roch zapomniał o blogowaniu i trenażerowaniu, choć to drugie spowodowane było też tym, że Roch z Żonką zaplanowali krótki wypad na ferie. Krótki ponieważ po obrzydliwie długim urlopie świątecznym Roch miał nikłe szanse na uzyskanie drugiego obrzydliwie długiego urlopu na ferie. Zatem trzeba było pokombinować i tak w piątek po pracy zjechali się wszyscy w Tarnowskich Górach, gdzie Roch zostawił samochód i drugim wszyscy pojechali już na ferie.

Śnieg dopisał, pogoda również więc dzieciory biegały po śniegu, jeździły na sankach i spały jak susły. Nie licząc ząbkowania Stasia przez co on nie spał jak suseł, ale zdarzało mu się, że trochę spał. Po początkowych problemach aklimatyzacyjnych Michalina pogodziła się z tym, że przez kilka dni nie będzie spała w swoim łóżku i że ten "domek w górach" też jest fajny.

Dodatkowo mogła biegać ile chciała, czego dowodem jest zdjęcie. Był śnieg to się biegało, skakało i ślizgało. Jednak gwoździem wypadu była nauka jazdy na nartach. Michalina bardzo chciała nauczyć się jeździć na nartach, ale nie sama tylko z Rochem, więc ten również załapał się na lekcje z instruktorem. Z całego wydarzenia powstało kilka filmów, które Roch może zmontuje jak się nauczy jak to się robi. Na razie są na dysku i widzieli je tylko nieliczni.

Zarówno Roch jak i Michalina nart mieli na nogach po raz pierwszy. Choć Michalina jeździła pod domem na "zabawkowych" nartkach, ale na takich z zapięciami i butami stała pierwszy raz. I poszło jej idealnie. Pani instruktorka chwaliła ją, że dobrze sobie radzi i jeszcze kilka zjazdów i będzie już mogła z Rochem śmigać po stoku. Z tego też wynika fakt, że Roch też całkiem nieźle sobie poradził. Choć zaliczył jedno śniegowanie, po którym nie mógł wstać i czuł się jak żółw wywrócony na skorupkę. Potem jednak opanował pługowanie i zjechał z większego stoku.

Staś za to wymyślił sobie nową zabawę. Wchodził w Rocha buta i próbował chodzić. Śmiechu było wiele, a największą frajdę miał Staś, który jak tylko miał okazję to chodził z Rocha butami. Roch miał już mniejszą frajdę bo za każdym razem jego buty były w innym miejscu. Jednak Roch nie musiał ich szukać zbyt długo bo zazwyczaj tam gdzie stał Staś tam był przynajmniej jeden but, a drugi też gdzieś był.

Pomijając naukę jazdy na nartach to udało się jeszcze zwiedzić Leśny Park Niespodzianek, w którym zimą po pierwsze jest bardzo ślisko, po drugie z obiecanych Żubrów i Jeleni zostali tylko zwiedzający, którzy byli jeleniami i po trzecie najfajniejszą atrakcją były drapieżne ptaki, które można było wziąć na rękę i strzelić sobie zdjęcie z ptakiem. Były sowy, orły, sokoły i tylko dumki brakowało, ale to chyba nie te klimaty. Koniec końców następne zwiedzanie parku tylko latem jak nie będzie śniegu i lodu na szlaku. Może wtedy uda się zobaczyć obiecane Żubry i Jelenie.

Tak więc teraz już wiadomo dlaczego Roch nie pedałował, ale tak prawdę pisząc to nie jest to do końca prawda. Bo dziś na przykład Roch siedzi na fotelu, a rower stoi za fotelem, ale Rochowi tak się nie chce, że nie wiadomo co. Jutro z kolei Roch będzie odczulany więc z urzędu ma zakaz wysiłku. Najbliższe pedałowanie więc czeka Rocha w niedzielę, ale wtedy pewnie stwierdzi, że:

"Zacznę od poniedziałku".

I tak minie mu obecny tydzień. I oby od tego poniedziałku faktycznie zaczął pedałować, bo bardzo wolno klarują się jakieś mgliste plany rowerowe. Jednak Roch zaczyna od szukania opony do roweru, ale chyba Roch przespał jakąś epokę, bo teraz większość gum to rozmiar 27/29 cali, a gdzie stare, poczciwe 26 cali? Na zakończenie selfie z nartami:


Roch pozdrawia Czytelników.


sobota, 21 stycznia 2017

Staś wzywał, Roch przybiegł

Od początku tygodnia zawsze było "coś" co Rochowi uniemożliwiało pedałowanie. Najczęściej, poza jednym dniem, przyczyną było "nie chce mi się". Wczoraj Roch był bliski wejścia na rower, ale też ostatecznie wolał się iść umyć i położyć się spać. Dziś Roch też nie za bardzo chciał pedałować, ale ostatecznie się skusił na pedałowanie. Jednak kiedy Roch się już wkręcił w kręcenie Staś podniósł alarm, bo chciał się poprzytulać i trochę napić. Więc Roch się wypiął z pedałów, poleciał do Stasia poprzytulał go i chęć na pedałowanie minęła. Poniżej wykres obrazujący moment wstania Stasia.


Jak widać Roch rozkręcił się i już miał popedałować po rekord, ale nagle "Centralny System Monitorowania" stracił zasięg i wszystkie parametry spadły i klops. Rochowi odjęło chęć. Zdjął buty, odpiął opaskę i siadł na fotelu. Może w weekend Roch coś popedałuje, ale może też okazać się, że dopiero w przyszłym tygodniu Roch zasiądzie na siodełku i coś pokręci. Jednak do tego czasu Roch ma jakieś wewnętrzne nie i nie wie co z tym zrobić. Pewnie trzeba przeczekać. Jak ze wszystkim.

Na zakończenie ślad pedałowania:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 14 stycznia 2017

Wydłużanie poprzez skracanie

We wczorajszej notce Roch pisał, że dziś może uda mu się wydłużyć dystans bo 10 kilometrów już jest opanowane i trzeba podnieść sobie poprzeczkę, rzucić nowe wyzwanie i powiedzieć "nie dasz rady" po czym udowodnić sobie, że jednak "dam radę". Jednak zacząć należy od tego, że rano Roch z Żonką i dzieciorami pojechali na basen. Jednak tych sobotnich wypadów brakowało, ale cóż poradzić jak Miśka była przez większość czasu chora.

Odkąd jednak Miśka nie chodzi do przedszkola z powodu podejrzenia o alergię (może nie na przedszkole) to basen wrócił do łask i od razu widać, że dzieciaki łaknął tego basenu. Dziś był słabszy dzień w wykonaniu Miśki i niespodzianka musiała poczekać, ale Roch nie będzie nic więcej o tym pisał. Może za tydzień uda się pojechać na tę niespodziankę. Po powrocie do domu Roch padł i nawet skaczący po nim Staś nie dał rady go obudzić. Wołał "da da da" ale Roch nie reagował. Ostatecznie zwlókł się z łóżka i jeszcze trochę poszedł na dwór z dziećmi.

W końcu – kiedy już dzieciory poszły spać – Roch zaplanował sobie, że wsiądzie na rower i wydłuży dystans. Ale po 3 kilometrach przepedałowanych w miejscu Roch usłyszał charakterystyczny dźwięk i w pokoju pojawiła się Miśka.

"Tata co lobisz?" – zapytała stojąc w progu.
"Na rowerze jeżdżę" – odpowiedział Roch.
"Ale jak tam wszedłeś? Po fotelach!?" – drążyła temat.
"Nie, obok kwiatka przeszedłem" – odpowiedział Roch.
"Aha" – powiedziała Michalina.

I chyba to był argument ostateczny, który kończy spór i lawinę pytań, na które albo nie ma prostej odpowiedzi albo jest, ale tak niedorzeczna, że lepiej jej dziecku nie mówić.

W każdym razie Roch miał już pojeżdżone bo Michasia chciała żeby Roch się bawił z nią i delfinkiem w tańczenie, a później w klocki. Na szczęście pobudka była "na siku" i Miśka poszła spać razem z Żonką, ale Roch już nie miał serca wsiadać ponownie na rower. Zatem dziś Roch wydłużył sobie tak, że przejechał jedynie ~3 kilometry, ale za to bawił się z delfinkiem i Miśką. Dowód poniżej:

Delfinek i Miśka w akcji.
I już całkiem na zakończenie zapis dzisiejszego pedałowania. Szału nie ma, ale ruch był.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 13 stycznia 2017

Skąd wziąć tę (cholerną) motywację?

No właśnie – skąd ją wziąć? Jak do tej pory nie słychać o żadnych wynikach badań, które potwierdzałyby, że mądre głowy znalazły gen odpowiadający za motywację. No więc trzeba sobie jakoś radzić samemu. Roch też nie ma gotowej recepty na zmotywowanie się do wejścia na rower i popedałowania, ale ma cel do którego chce dojść. Tym celem jest określona waga, lepsze samopoczucie i przede wszystkim Roch chce być zdrowy.

Co prawda badania, które sobie zrobił niedawno, a które kosztowały łooooooooooooooooo i jeszcze trochę jasno pokazują, że Roch jest zdrowy, ale taki stan rzeczy wiecznie trwał nie będzie. Statyczny tryb pracy i dojazdu do pracy powoduje, że Roch prawie się nie rusza; nie licząc 600 metrów do Lidla po piwo. To prosta droga do zawału, a Roch nie chce wejść w wiek chrystusowy z zawałem na koncie. 

Roch w 2008 roku. Już z brodą.
No więc co robi Roch? A no dziś na przykład chciał przed pedałowaniem zjeść kebaba, bo znowu dopadł go leń i chciał sobie usiąść w fotelu, nażreć się i zasnąć, ale nie; Roch zjadł kanapkę, poszedł do apteki po lekarstwo dla Miśki i mógł spokojnie wsiąść na rower i popedałować. Jak widać Roch nie należy do ideału, ale Żonka odwiodła go od kebaba (wsparcie) i zmusiła do wejścia rower (motywacja). Dodatkowo Rocha motywuje stare zdjęcie i forma do której chce dojść.

Tak wyglądał kiedyś i tak chce wyglądać za jakiś czas. Stąd pedałowanie właśnie. Dalej ma tę koszulkę choć w nią się nie mieści. I to kolejny cel. Zmieścić się w koszulkę i nie wyglądać jak dorodny baleron w siateczce. Jak widać sposobów na motywację jest wiele. Można też wydać trochę kasy na gadżety takie jak czujnik prędkości, czy opaska mierząc ilość uderzeń serca. Oczywiście wszystko bezprzewodowe, na Bluetooth. 

Wszystkie chwyty dozwolone byle tylko zacząć się ruszać, a nie gnuśnieć w fotelu z pilotem w ręku. Pora roku nie jest korzystna, ale Roch ma w planach zacząć biegać i jeździć na basen. Jednak basen tylko z Żonką, ale muszą poczekać aż babcia będzie mogła zostać z dziećmi. Więc jak się zmusić do ruchu? Jeśli o Rocha chodzi to musi mieć on cel, do którego będzie dążył. Jak ten osioł co idzie za marchewką wiszącą na wędce.

Jeśli zaś chodzi o dzisiejsze pedałowanie to Roch trochę przycisnął i 10 kilometrów wykręcił w około 25 minut, czyli o całe pięć minut szybciej niż wczoraj. Chyba pora wydłużyć dystans. Może jutro Roch zamiast iść w prędkość pójdzie w długość, ale to się okaże. Na zakończenie narzędzie tortur:


I już całkiem na zakończenie zapis śladu:

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 12 stycznia 2017

Kolejny dzień z rowerem między nogami

I wczoraj i dziś Roch spędzał czas pedałując na rowerze. Powoli staje się to nawykiem, ale jeszcze musi on walczyć z sobą i ze swoich wewnętrznym "chcę usiąść na fotelu i siedzieć". Jednak Roch ma perspektywę lata i musi dokonać transformacji bojlera na zgrabny 4-o albo i 6-o paczek. A tak całkiem poważnie to celem Rocha jest zdobycie jako takiej kondycji żeby na wiosnę zacząć pedałować w terenie nie myśląc jak to ciężko się na tym rowerze jeździ.

Dziś w standardzie Roch przejechał 10 kilometrów, ale skrócił się czas, w którym przejechał owe dziesięć kilometrów. I tak się kręci to koło rowerowe. Oby latem Roch miał więcej siły na pedałowanie, ale sobie pokręci zimą tak będzie miał latem. Na zakończenie, oczywiście, ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 11 stycznia 2017

I znowu pada śnieg; trenażerowi to bez różnicy

Pedałowanie w domu ma to do siebie, że można to robić w każdych warunkach. I tak właśnie było dziś. Za oknem pada sobie kolejna porcja śniegu, a Roch w ciepłym pokoju pedałował patrząc na skrzyżowanie jak samochody się ślizgają. Po wczorajszej przerwie w pedałowaniu Roch  znowu wsiadł na rower bo trzeba jakoś podtrzymać ten tlący się ogienek kolarstwa, który przed laty w nim płonął.

Tak więc dziś kolejna porcja danych z "cyfrowego systemu telemetrycznego" i kolejna do kolekcji "dyszka". Jutro jak pogoda pozwoli, albo i nie, to Roch postara się wsiąść ponownie na rower. Cel ma prosty, 40 kilometrów w każdym tygodniu, a może więcej. Na zakończenie ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 8 stycznia 2017

Trenażer, dzień 4 - już całkiem normalne pedałowanie

Smutne wieści dziś doszły do Rocha. Otóż jego obrzydliwie długie wolne właśnie się skończyło i za kilka godzin wsiada do samochodu i jedzie do pracy. Nic nie trwa wiecznie, a już na pewno wieczny nie jest urlop. Jednak to co Roch posiedział w domu to można było w końcu nazwać urlopem wypoczynkowym choć tak naprawdę było to urlop tatusiowy, więc Roch siedział z dzieciorami. Był królem, był koniem i jeszcze wieloma rzeczami był.

Dziś też udało się pojeździć na rowerze. O ile wczoraj Roch miał zakaz to dziś już mógł swobodnie rozsiąść się na siodełku i trochę popedałować. Było ciężej niż zawsze, ale Roch dał radę i planowane 10 kilometrów przejechał. W domu, w ciepłych warunkach pedałował patrząc w okno i myśląc jakby to było jechać w takim mrozie na rowerze. Może kiedyś się przekona, ale do tego czasu musi doszlifować kondycję. Na zakończenie ślad GPS.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Ostatnie głupcowanie na śniegu:


sobota, 7 stycznia 2017

Przymusowa przerwa techniczna

No i zdarzyło się coś na co Roch nie miał wielkiego wpływu, a o czym zapomniał. Otóż jak wiadomo, albo i nie wiadomo, Roch się odczula i w dniu odczulającym nie może pić piwa i innego alkoholu, nie może chodzić na basen ani jeździć na rowerze. Musi się oszczędzać jednym słowem. No i dziś właśnie taki dzień wypadł. Roch dostał zastrzyk i od tego czasu nie może się za bardzo męczyć.

Tak więc dziś przerwa techniczna, ale jutro Roch planuje wsiąść na rower i trochę popedałować. Poza tym zbytnio Roch nie wychyla nosa z domu. Przy tych temperaturach Rochowi nawet nie chce się wychodzić. Poczeka aż zrobi się cieplej, tak w okolicach -2°C już będzie jak lato. Tak więc jutro będzie notka ze śladem, a dziś tylko wyjaśnienia dlaczego nie ma żadnej aktywności.

Roch pozdrawia Czytelników.