Popołudniowa przejażdżka

Po powrocie z pracy Roch poczuł potrzebę pojeżdżenia na rowerze. Wziął więc swoje długie rowerowe spodenki i poszedł pojeździć. Na rowerze trochę wiało, więc długie nogawki sprawdziły się doskonale. Jako, że luksus wcześniejszego wyjścia z pracy Rochowi się skończył to na rowerowanie nie pozostało mu zbyt wiele czasu, ale koniec końców te 30 albo 40 minut pojeździł więc nie było źle.

Rowery do pracy Rochowi się skończyły w momencie kiedy przed budynkiem stanęły stojaki na rowery. Według "pani na portierni" są one monitorowane, ale co z tego jak Roch wychodzi z pracy o 1700 a do tego czasu to rower zdąży być sprzedany ze dwa razy, jak nie więcej. Z kolei próba wejścia do budynku z rowerem skończy się awanturą, więc lepiej wymyślić inny sposób. I taki sposób udało się Rochowi wykoncypować.

Otóż rano będzie zostawiał rower w Tarnowskich Górach, a po pracy będzie go zabierał i pojedzie gdzieś pojeździć, po czym zapakuje się do auta i wróci do domu. Genialne w swojej prostocie. Od czwartku pogodynki zapowiadają poprawę pogody więc piątek może będzie dniem testowym nowego pomysłu Rocha. Na chwilę obecną pozostaje mu jeździć po okolicy. Niestety.

Na zakończenie zapis GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Historyczne już zdjęcie. Rower w pracy.


Aktywny weekend, czyli zawody, spacery i jeżdżenie na rowerze

Dla Rocha weekend rowerowy zaczął się już w piątek kiedy to pojechał do pracy na rowerze. Oczywiście nie całą drogę z Częstochowy (choć i to jest w planach). Jazdę na rowerze zaczął w Tarnowskich Górach zostawiając samochód pod czujnym okiem mamy.

Tak się jakoś zachciało Rochowi popedałować do pracy, że przesunął sobie godziny pracy tak żeby zdążyć dojechać na czas, spakował plecak, wziął ubranie na zmianę i pojechał rowerować. Trasa do Bytomia jest Rochowi dobrze znana więc nie miał z nią żadnego problemu. Z piątkowej jazdy powstały dwa ślady GPS:

Do pracy:

I z pracy:

Sobota i basenowanie

Odkąd na ogródku (zwanym ranczem z racji ogromnego areału) pojawił się basen Michasia nie chce za bardzo jeździć na inne baseny. Ten jej w zupełności wystarcza i nie musi się użerać z rozwydrzonymi bachorami, które chcą ją zepchnąć ze zjeżdżalni. A i Roch jest spokojniejszy, bo nie musi opie*lać ludzi.

Więc sobota upływała pod znakiem basenu i moczenia się w wodzie. Upał był niemiłosierny. Oczywiście rowerek też był co u Rocha wywołało łzy (alergia też daje mu popalić).

Niedziela i 19 Mistrzostwa w Kolarstwie Górskim

W niedzielę Roch wraz z Dziewczynami miał zaplanowany wypad do Tarnowskich Gór na zawody rowerowe. Miał też w planach zabranie aparatu, ale w tym całym zamieszaniu (zmiana samochodu, przepinanie fotelika, uciekające dziecko) Roch o tym zapomniał. Co więcej telefon tez mu się rozładowywał więc zrobił kilka zdjęć na szybko, żeby tylko Michasia miała pamiątkę z jej pierwszych zawodów.

Choć nie brała w nich udziału - trasa była zbyt długa i terenowa więc nie poradziłaby sobie (jeszcze) - to każdy start przeżywała bardzo i było widać jak bakcyl rowerowy w niej narasta. Tak szczerze pisząc - to nie mając jeszcze dwóch lat Michasia potrafi swobodnie utrzymać równowagę na rowerku, co potwierdził Wojciech. Z tego wynika, że rowery Michasia ma po Rochu. I dobrze.

Kiedy pierwsza kategoria była już na trasie Roch poszedł z Miśką pojeździć po parku. Oczywiście Michasia przejechała przez linię mety z piskiem zadowolenia, aż Wojciech spojrzał kto tak szaleje.

- "Przygotowujesz ją do startu" - Powiedział Zby.
- "No a jak, niech się uczy" - Odpowiedział Roch.
- "A później pokażesz skróty na trasie" - słusznie zauważył Zby.

Na Reptach Roch wychował się rowerowo więc zna tam każdą ścieżkę. A po rowerowych szaleństwach obowiązkowo regeneracja sił.


Rower prawie służbowy

Jak Czytelnikom bloga wiadomo Roch ma przyjemność pracowania w Bytomiu, a mieszkania w Częstochowie; takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Wadą jest to, że w samochodzie spędza więcej czasu niż przeciętna osoba w wieku produkcyjnym. Zaletą jest to, że może odbić do Tarnowskich Gór, zostawić samochód u Mamy i przepedałować się rowerem do Bytomia. I z tego ostatniego Roch korzysta coraz częściej.

Dziś również zostawił samochód u Mamy i popedałował do pracy. W pracy ma ten komfort, że atmosfera jest na tyle luźna, że może sobie zostawić rower w pokoju, a przepoconą koszulkę powiesić na kaloryferze w łazience. Nawet trasę opracował taką, żeby uniknąć zbędnych podjazdów, a przy okazji zahacza o Suchą Górę i uprawia lekką jazdę terenową. Tak czy inaczej nie zamierza rezygnować z tych wypadów do pracy.

Na zakończenie dwa ślady GPS, z których pierwszy jest "do pracy", a drugi "z pracy".


Pierwsze koty za płoty

Można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty; w nowej pracy Roch odnalazł się całkiem sprawnie, choć firma większa, a tym samym ludzi do zapamiętania więcej i pomieszczeń biurowych do ogarnięcia też więcej. W każdym razie Roch dostał się do najlepszego zespołu, który ma najlepsze biuro bo dokładnie na przeciwko kuchni. Wystarczy zrobić dwa kroki i jest się w kuchni, gdzie można zrobić sobie herbatę lub coś tam podgrzać.

Póki co Roch nie koduje nic, raczej wdraża się, ogarnia niezliczoną ilość kont, które musi pamiętać i stawia pierwsze kroki w produkcie Open-E. Pierwsze dni, czy nawet tygodnie, są zawsze trudne i nie ma co narzekać, że coś nie idzie -- od tego są "starsi" koledzy żeby pomogli, czy podpowiedzieli co i jak zrobić lub gdzie kogoś znaleźć. Jak już Roch wdroży się całkowicie to pewnie będzie mu łatwiej, póki co jest za dużo informacji.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Sigma Team @ work!

Ostatni tydzień w starej pracy

W niecały tydzień po urlopie Roch może powiedzieć, że zmiana pracy wyjdzie mu na dobre. O ile do momentu powrotu z urlopu miał jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, czy iść w nieznane tak teraz nie ma najmniejszego cienia wątpliwości, że obecna praca nie daje mu tego, czego on oczekuje po roku i czterech miesiącach pracy. O projektach, które przez ten czas zrobił nikt nawet nie pamięta, a obecny jest na tyle nieważny, że szefostwo nie zapytało co będzie z nim, jak Roch już pożegna się z pracą. Jednak Roch nie chce wyciągać tu wszystkich "brudów", niech zostaną one tam gdzie są. Praca była, pieniądze również i to się liczy. A najważniejsze jest to, że Roch ma już jakieś zawodowe doświadczenie.

Czego oczekuje po swojej nowej pracy? Przede wszystkim możliwości rozwoju, bo tylko po to Roch zmienił pracę. Nie chcę on siedzieć nad jednym kiedy technologiczny świat prze do przodu. W pewnym momencie Roch wypadłby z obiegu, a on tego nie chce. Szczególnie teraz, kiedy z Żonką mają wspólne plany budowy domu i potomstwa. Żonka miała rację -- teraz był ostatni dzwonek żeby podjąć ryzyko zmiany pracy, później Roch nie odważyłby się na to -- jednak dobro dzieci jest dla niego i Żonki najważniejsze.

Ktoś powie, że korporacja to blichtr i zachłyśnięcie się wielkością firmy -- dla Rocha nie ma to znaczenia, on idzie tam zrobić kawał dobrej roboty, co zostanie zauważone. Oczywiście na słupku wykresu wydajności, bo nie ma co się oszukiwać -- Roch będzie trybikiem numer 1243532 w maszynie zwanej Open-E, ale jeśli ten słupek na wykresie przyczyni się do lepszej przyszłości jego rodziny to Roch będzie tym numerem i będzie wyciągał ten słupek coraz wyżej, ale nie zaniedbując przy tym rodziny. Do tej pory udawało mu się nie przynosić pracy do domu i dalej tak będzie.

Dzisiejsza notka w pewnym sensie jest umową i wyjaśnieniem dlaczego Roch ma takie parcie na korporację. Po prostu duże firmy bardziej dbają o swoje numerki. Ta mroczna strona korporacji była, jest i będzie mu obca i nieznana.

* * * *
Jeszcze słowo na temat ostatnich wakacji i pobytu w Buczynowej Dolinie. Obiecane zdjęcia są już na Flickr.  A poniżej pokaz slajdów, było fajnie, aż miło się to wspomina. A dom w tamtej okolicy Roch wybuduje!



Roch pozdrawia Czytelników.

Rozwiązanie kolejnej tajemnicy

Zdaje się, że Roch wspominał coś o zmianach w życiu zawodowym, ale do końca nie jest pewien, więc teraz, kiedy już jest wszystko jasne może napisać wprost co znowu u niego się zadziało. Otóż Roch dostał ofertę pracy, poszedł na rozmowę kwalifikacyjną, rozwiązał test techniczny i od lipca zaczyna pracę w nowej firmie. "Trochę" większej od obecnej, z centralą w USA, a więc Roch zaliczył kolejny level, czyli praca w korporacji. Jeśli o szczegóły chodzi to firma nazywa się Open-E i zajmuje się produkcją oprogramowania do zarządzania pamięciami masowymi.

Torcik Open-EDlaczego Roch o tym pisze? Żeby zgrabnie przejść do tego, co wydarzyło się wczoraj, kiedy to przyjechał do swojej Żonki, która pracowała w pocie czoła i pod koniec dostał przecudny tort z okazji jego osobistego sukcesu, co też przełoży się na Rocha Rodzinę. Zamurowało go, bo pierwszy raz dostał tort. Co więcej na torcie był napis "Gratulacje!!! Open-E" co Rocha dodatkowo wzruszyło pomimo, że walczył z rowerem, który nie chciał zmieścić się w bagażniku, bo tradycją się już stało, że Roch przyjeżdża do Żonki, a Ona odwozi go do domu samochodem. Naprawdę miłe to uczucie, gdy ktoś bliski łączy się w naszym szczęściu.

I na tym chyba pora zakończyć. W pracy Roch też ma torcik, więc jest co robić jeść.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Dla tych ciekawych co Roch będzie robił w nowej firmie: Młodszy programista Python.

Gorąca prośba od Rocha

Zanim Roch przejdzie do części opisowej dzisiejszej notki ma do Was, Czcigodni, gorącą prośbę. Trzymajcie dziś kciuki za Rocha; on póki co nie może zdradzić o co chodzi, ale jeśli wszystko dobrze pójdzie to ogłosi to blogowemu Światu. Za trzymanie kciuków Roch zaocznie dziękuje.

****
Teraz nastąpi część opisowa dzisiejszego wpisu, a jest o czym pisać. Na początek Roch musiał pojechać na sympozjum, żeby przygotować swoje zabawki do prezentacji szerszej publiczności. Wyjechał z Firmy o godzinie 1200, a celem było Jaworze, w powiecie bielskim. Czyli był to ulubiony kierunek Rocha, bo trasa 81 prowadzi także do Ustronia, a z nim wiążą się bardzo fajne wspomnienia.

Po drodze Roch zatrzymał się w ekskluzywnej restauracji McDonald's, na jakiś obiad bo przewidział, że na miejscu raczej wielkiej konsumpcji nie będzie. Kiedy już dojechał do czterogwiazdkowego hotelu, znalazł parking i salę konferencyjną mógł rozkładać się z gratami. W końcu, w okolicach północy, była gotowa prezentacja, którą przygotował razem z współtowarzyszem wycieczki.

Pozostało wrócić do Katowic, zabrać Kropka -- bo Roch jechał autem firmowym -- i wrócić do domu. W Katowicach zegarek pokazał godzinę 100; Roch wsiadł do Kropka i korzystając z braku ruchu włączył piąty bieg i jechał ku domowi. Nie ujechał daleko bowiem został zatrzymany przez nudzący się patrol policji. Okazało się, że Roch znajduje się w terenie zabudowanym, ograniczenie do 40 km/h, a Roch miał 78 km/h, więc o 38 za dużo.

Mandat wyniósł 200 zł, punktów 6. Zdaniem Rocha to głupota żeby o godzinie 130 w nocy czatować na kogoś, komu śpieszy się do domu, bo od 20 godzin jest na nogach, a za dwie godziny wraca do Katowic żeby dalej pracować, ale cóż. Bilans i tak wychodzi na plus, bowiem Roch wypracował tyle nadgodzin, że pokryją mandat i jeszcze zostanie na kolejną tajemniczą sprawę, o której Roch jeszcze nie napisze.

Roch pozdrawia Czytelników.

Roch kupuje rower. Część druga. Nie ostatnia.

Od ostatniej wizyty w zaprzyjaźnionym Adventure minęło trochę czasu, a telefonicznie Roch dowiedział się, że rama będzie na początku przyszłego, czyli obecnego, tygodnia. Chciał już jechać wczoraj do chłopaków, ale pomyślał, że trzeba im dać czas i podjechał dzisiaj. Co prawda ramy nie ma, ale za to Roch wie co przyjedzie; dokładnie to będzie Cube LTD Pro w kolorze Anodized Black, czyli taki jaki Roch chciał. Do kompletu dostanie stery i może uda się wynegocjować sztycę.

Poza tym Rochowi dostała się premia, od samego prezesa, za "rzetelną realizację projektu", a więc rama w pewnym zakresie (to jeszcze nie ten poziom, że za premię Roch kupi cały rower) zamortyzuje się, a Roch odczuje zakup lżej niż pierwotnie planował. Jednak najbardziej liczy się to, że Roch został dostrzeżony, a to dobrze wróży na przyszłość.

O dalszych losach Rochowego roweru będzie na bieżąco.

Roch pozdrawia Czytelników.

Pierwsze wdrożenie Roch ma za sobą

Dawno Roch nic nie pisał, ale też okazji nie było, bo musiał przygotować się do wyjazdu i pierwszego wdrożenia  na kopalni. Początkowo miało to być w poniedziałek, ale wpadł prezes z niezapowiedzianą wizytą i trzeba było przełożyć wyjazd na wtorek. Kiedy wtorek nastał Roch musiał załatwić papierki, czyli delegację, zabrać co potrzeba i można było jechać. Oczywiście sam Roch nie jechał, bo miał towarzysza bardziej doświadczonego, który był mentorem dla Rocha.

Na miejscu, czyli na KWK Sośnica-Makoszowy pierwszym problemem okazała się ochrona, które nie za bardzo chciała uwierzyć w to, że nic nie jest wnoszone, potem nie było nikogo kompetentnego, który mógłby otworzyć biuro, w końcu okazało się, że komputer nie ma internetu, a próba "włamania" się do sieci skończyła się niepowodzeniem. Ostatecznie udało się wszystko wdrożyć, Internet też się znalazł, ale w delegacji Roch spędził prawie osiem godzin.

Teraz pozostało rozliczyć się z papierków, oddać jakieś protokoły i spokojnie doczekać do weekendu, czyli do rowerowania.

Roch pozdrawia Czytelników.

Lubliniec opanowany!

Od jakiegoś czasu Rocha nosi żeby pojeździć po Lublińcu i okolicach, ale nie chciał pchać się drogą nr 11, która jest najszybsza, ale też najruchliwsza. W końcu siadł do mapy, popytał znajomych i okazało się, że można do Lublińca dojechać całkiem przyjemnie nie czekając na to, aż któryś TIR zepchnie Rocha do rowu. Obrazek przedstawia tylko ogólny kierunek jazdy bowiem do Kalet Roch dojedzie przez las, z Drutarni ma prosto do Koszęcina, a stamtąd już prosta droga do Lublińca. Według mapy wychodzi jakieś 45 km, co przy Rochowej kondycji jest sporym dystansem, ale z Lublińca można przecież wrócić pociągiem za jedyne 8 zł (+5 zł za przewóz roweru). Tak więc najbliższy pogodny weekend należy do Rocha i Lublińca. Być może pojawią się jakieś zdjęcia, a na pewno ślad GPS, bo taką eskapadę wypada zarejestrować.

Poza tym u Rocha pracowicie; wczoraj impreza urodzinowa wiceprezesa i obżeranie się ciastem truskawkowym, dziś Roch rozwiązał parę problemów więc idzie ku dobremu, a na pewno nie jest nudno. O dalszych losach projektu "Rowerem do Lublińca" Roch będzie informował na bieżąco.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rocha ulubiony monopolista

Roch, który od jakiegoś czasu ma za kolegów "geeków" postanowił, że nauczy się tego, co oni już potrafią, czyli programowania mikrokontrolerów w C. W tym celu złożył dawno temu programator, żeby móc ożywić te mikrokontrolery, ale programator nie chciał działać i Roch postanowił kupić wypasionego gotowca, taki jaki jest wykorzystywany przez Firmę.

- "Z Gliwic to nawet Poczta sobie poradzi" -- pomyślał Roch wybierając Pocztę jako dostarczyciela paczki.

Dziś okazało się, że Poczta ma gdzieś klienta, a koszty przesyłki, które są wysokie -- jak na wątpliwą jakoś usługi -- obejmują jedynie transport do najbliższego oddziału, a nie do samych drzwi. Dzięki temu Roch zamiast programatora ma awizo, które jutro musi zamienić na paczkę, a przy okazji odstać swoje w kolejce.

Roch ma nadzieję, że w roku 2013, kiedy zostanie uwolniony rynek pocztowy, pierwszą firmą, która zbankrutuje będzie właśnie Poczta Polska, a na jej miejsce wjedzie choćby Deutsche Post, która będzie realizowała swoją pracę rzetelnie.

Z okazji tej notki powstało hasło dnia: "Polak czego się nie dotknie to wszystko spieprzy" (stadiony, autostrady i przewiezienie paczki na odcinku 23 kilometrów).

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Na poprawę humorów:

Deadline

Jak wszystko na świecie tak i projekty nad którymi Roch pracuje mają swój ostateczny termin; jednak Roch stara się zrobić wcześniej i mieć czas na spokojne testowanie, a także na oglądanie zdjęć samolotów na dwóch 22 calowych monitorach, które doskonale sprawdzają się przy dużych zdjęciach. Tydzień zbliża się ku końcowi i Roch musiał zameldować się w "Centrum Sterowania Wszechświatem" jak zwykł nazywać "centralę".

- "Skończyłem poprawki, ale nie wiem czy jeszcze mam czas na dopieszczenie" -- Zawiadomił Roch Szefa.
- "Do poniedziałku masz spokój, chłopaki jeszcze kończą swoją część" -- Odpowiedział Szef.
- "Na poniedziałek będzie na serwerze" -- Odpowiedział Roch.

Czyli Roch ma całe dwa dni na sprawdzenie, czy nowe ramki dobrze są skonstruowane, czy CRC-16 jest dobrze liczone i kilka innych rzeczy, które odpowiadają za poprawną komunikację między kartą, a oprogramowaniem. Kolejnym, najważniejszym, impulsem do ciężkiej pracy jest kończąca się na dniach umowa, którą "Szef wszystkich Szefów" mu przedłuży (oby).

Na koniec najlepsze życzenia dla wszystkich mam, tych obecnych i tych przyszłych, z okazji Waszego święta. Pociechy z dzieci i wnuków, skoro Roch nie stara się to może Wasze pociechy się przyłożą.

Roch pozdrawia Czytelników.

"Na kiedy to zrobisz?"

Od wczoraj rana Roch zastanawia się nad słowami "na kiedy to zrobisz", jeszcze bardziej interesująca jest reakcja kiedy Roch podaje termin. Wszystko zaczęło się od tego, że jeden -- już skończony -- projekt trzeba poprawić, bo w sterownikach się pozmieniało i poprawki trzeba wprowadzić w oprogramowaniu. Roch spojrzał na dokumentację i stwierdził, że dużo roboty nie ma i zrobi to na przyszły tydzień, choć lepiej jakby zrobił to "na już". Poza poprawkami czeka go nowy projekt i jeszcze jedne poprawki, czyli pracy po łokcie albo i wyżej.

Poza tym Roch nie jeździ na rowerze, bo jak przyjeżdża to najczęściej idzie spać albo przynajmniej włącza tryb "standby". W weekend obowiązkowo Roch będzie pedałował, może nawet z kimś, bo pogoda zapowiada się całkiem znośnie. Notki z roweru oczywiście będą obszerniejsze bo i będzie o czym pisać.

Roch pozdrawia Czytelników.

Powoli do przodu

Znowu zapadła cisza na łączach, bo Roch wyjeżdża rano, a wraca popołudniu, ale narzekał nie będzie bo nie ma powodu do narzekania. Choć przepisy o ruchu drogowym mogłyby pozwalać na wjazd rowerem na autostradę (wystarczyłoby na odcinek kilometra), ale nie można mieć wszystkiego. Po powrocie Rochowi nie chce się i trzeba czekać do weekendu, bo tylko wtedy jest luźniej i można trochę popedałować.

Najbliższy weekend zapowiada się w sposób przerywany; sobota i niedziela wolna (oby pogoda była), poniedziałek pracujący (może padać) i wtorek wolny (oby pogoda była). Tak więc plany rowerowe są raczej standardowe. Może uda się podjechać na lotnisko, trochę pojeździć i odespać cały tydzień porannego wstawania. Nic więcej Rochowi nie potrzeba do szczęścia.

Roch pozdrawia Czytelników.

Pierwsza przerwa na drugie śniadanie

Zapadła cisza, ale nie oznacza ona, że Roch porzucił blog tak jak zrobił to z licznikiem; Z blogiem jest tak jak z pulsometrem -- zbyt wiele Roch w niego zainwestował żeby teraz go porzucić. Okres przedświąteczny wymógł na Rochu porzucenie wszelkiej internetowej aktywności to też przyjeżdża do domu i już ma jakieś zajęcie, ale na szczęście Święta są coraz bliżej, a tym samym obowiązków ubywa. Pogoda przez te kilka dni rozpieszcza, Roch zainaugurował sezon krótkich spodenek i koszulek, bo nie ma co się gotować, a "najlepsza praca pod słońcem" nie wymaga od Rocha stroju formalnego.

Dziś może uda się wyskoczyć na rower, bo w dłuższy weekend Roch na pewno jeździ, więc jeśli byłaby jakaś chętna dusza na wspólne poszukiwania zajączka to Roch chętnie umówi się na wspólne pedałowanie. Długo Roch nie pisał, a byłoby o czym; na przykład o tym, że został podwójnym wujkiem bowiem jednemu z Rochowych Przyjaciół urodziły się bliźniaki. "Jeden strzał, podwójna radość" chciałoby się powiedzieć. Teraz wypadałoby Rochowi poszukać jakiegoś wolnego bociana, ale na to jest jeszcze czas (i nie ma drugiego składnika do wspólnego ciasta).

Na koniec ogłoszenie, a w zasadzie dwa: pierwsze z nich to obowiązkowe lotnisko i zdjęcia, jeśli ktoś jest chętny to pisać, prawdopodobnie będzie to niedziela i poniedziałek (trzeba korzystać z pogody), a drugie ogłoszenie to "tydzień rowerowy" w Lidlu. Jeśli ktoś ma ochotę na całkiem zgrabne ciuszki to Roch zaprasza do najbliższego Lidla.

Pora wracać do pracy.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.Wybaczcie, że takie ciche dni panują na blogu.

Korzystając z chwili przerwy

Poranna notka, ale Rochowi popołudniami nie uśmiecha się siedzenie przed komputerem, bo ośmiogodzinne napromieniowanie jest już zupełnie wystarczające. Porzucił on także wszelkie dodatkowe zajęcia, czyli sąsiedzkie serwisowanie komputerów, bo i to mu się nudzi (nie licząc wąskiego grona ludzi, których komputery są mu nadal bliskie). W pracy Roch pracuje (naprawdę), a przerwach wygląda przez okno. Wczoraj za oknem był grad, co Roch skrzętnie odnotował za pomocą telefonu i wbudowanego weń aparatu.

Wczoraj był "pechowy" trzynasty, który dla Rocha okazał się szczęśliwy albowiem otrzymał on superową wiadomość od zaprzyjaźnionej "ładniejszej połówki Koyocika", że w maju ma wejście na lotnisko z okazji dnia spottera. Sześć godzin na płycie lotniska, samoloty, które można dotknąć, lądowania na wyciągnięcie ręki i cała ta samolotowa otoczka. Roch poczuł się jakby za życia trafił do raju. Teraz pozostaje wyczekiwać maja i informacji od Organizatorów, kiedy stawić się na lotnisku, bo to, że Roch pojedzie jest więcej niż pewne. Miał zrobić sobie długi weekend, ale 2 maja idzie do pracy, żeby mieć -- ewentualny -- urlop na dzień spottera.

Na zakończenie "gradowy" film:


Roch pozdrawia Czytelników.

Samowyzwalacz

Roch wszedł w drugi miesiąc pracy programisty; wciąż się wdraża, poznaje elektronikę, coś już większego pisze. Głowi się i poci, bo problemy mnożą się jak króliki w klatce, ale ma nadzieję, że w końcu ogarnie wszystko i jakoś nad tym chaosem zapanuje. Dzisiaj doszło mu pisanie triggerów, czyli procedur, które automagicznie reagują na zdarzenia. Ostatni raz z SQLem Roch miał do czynienia na studiach i miał prawo zapomnieć.

Niedługo już weekend i Roch odpocznie trochę od wyzwalaczy siedząc na siodełku rowerowym. Pogoda ma być w miarę ładna, deszczu ma nie być więc rower jest całkiem możliwy. Obowiązkowym punktem, o ile pogoda pozwoli, będzie wyjazd na lotnisko, chociażby "tam i z powrotem". Wszyscy chętni mogą się wpisywać na listę.

Roch pozdrawia Czytelników.

Się jedzie

Koniec miesiąca się zbliża, a w pracy Rochowi jest coraz lepiej; pierwszy projekt już na ukończeniu, dziś Roch zamęczał sterownik, aż go zawiesił, wykrył kilka błędów, poprawił, udoskonalił, czyli proces tworzenia oprogramowania w pełni. Być może od poniedziałku dostanie własne biurko, bo komputer już został do Rocha przypisany, a więc migracja tuż tuż.

Dojazdy nie są taką ciężką sprawą jak Roch myślał, paliwo spala się umiarkowanie, korków wielkich nie ma, a jeśli są to parę chwil i się znowu jedzie, czego dowód Roch prezentuje poniżej. Notki pisane są rzadziej, ale Roch wraca do domu, to chce odpocząć od komputera i albo go nie włącza, albo sprawdza pocztę i wyłącza, ale weekend za pasem więc może pojeździ się na rowerze.


Roch pozdrawia Czytelników.

Cisza na łączach

Odkąd Roch rozpoczął przygodę z pracą to nie ma zbytnio czasu, a może nie ma siły, na to, żeby przed komputerem siedzieć. Wejdzie tylko na chwilę, sprawdzi, czy to co w pracy napisał działa na innym komputerze i wyłącza maszynę. Stąd też taka przerwa w blogowaniu, ale to wcale nie oznacza, że Roch zaczął się nudzić blogiem. Po prostu trzeba odpocząć od komputera, ale weekend będzie rowerowy to i grubsze notki się pojawią.

Jeśli chodzi o to, co Roch pisze w pracy, to dziś przekroczył dumne 1000 linii kodu, a tym samym zaczął komunikować się ze sterownikiem, a nawet coś już zapisuje do niego. Być może jutro uda się dobrać do sterownika na dłużej i Roch będzie mógł sprawdzić, czy faktycznie wszystko działa. W przyszłym tygodniu przeprowadzka do docelowej lokalizacji i Roch będzie mógł przyrosnąć do krzesła, bo póki co podsiaduje inną osobę, która ma urlop.

Na jutro jest zapowiedziany audyt więc poruszenie wśród konstruktorów, sprzątanie biurek, chowanie niepotrzebnych rzeczy, wycieranie kurzu i poprawianie dokumentacji. Roch ma nadzieję, że jego ten audyt nie obejmie, bo przecież nie siedzi na swoim stanowisku. W każdym razie jest poruszenie i "świąteczna" atmosfera.

Roch pozdrawia Czytelników.

Na pierwszym piętrze

Wdrażania się w życie firmy ciąg dalszy; obecnie Roch awansował na pierwsze piętro, siedzi już przy komputerze, a nawet coś tam pisze. Idzie mu to póki co ciężko, ale to pewnie wina nowego otoczenia, z którym trzeba się oswoić. Pierwszy krok już poczyniony, Roch zakolegował się z jednym z "współlokatorów" i już było trochę lżej.

Może się uda wdrożyć, bo to tylko dwa tygodnie i Roch znowu zmienia lokalizację, a takie przesadzanie nie jest dla Rocha korzystne, ale to będzie ostatnia przeprowadzka. Natenczas próbuje on poznać wszystkie "zajawki" i nie podpaść za bardzo. Czasu oczywiście brakuje, ale w weekend ma być *naście stopni i można śmiało jeździć na rowerze.

Roch pozdrawia Czytelników.