To nie będzie podsumowanie roku


Początkowo Roch miał wielkie plany co do napisania notki podsumowującej rok 2025. Jednak im bardziej się do niej zabierał, tym trudniej było mu uporządkować fakty w sensowną chronologię. Uznał, że skakanie od wydarzenia do wydarzenia wprowadziłoby jedynie chaos. To efekt tego, że w minionym roku Roch nie prowadził bloga zbyt starannie. Złożyło się na to sporo zajęć, ale też poczucie, że w coraz bardziej dynamicznym świecie pisanie przegrywa z nagrywaniem – a Roch, jak sam twierdzi, „nie potrafi w te media”. Jednak przyszło opamiętanie i Roch dalej będzie pisał, nawet gdyby miał być ostatnią osobą na Ziemi, która wciąż używa klawiatury.

Podsumowanie pierwszego tygodnia stycznia

Początek każdego roku dla Rocha oznacza kilka rzeczy. Pierwsza z nich to oczywiście noworoczne postanowienia, do których Roch — tym razem — podszedł na luzie. Druga z nich to urlop, który stał się już tradycją. Zawsze Roch bierze urlop pomiędzy świętami i przedłuża do go Sześciu Króli (dlaczego Sześciu Króli?). I w tym roku wydarzyło się coś ciekawego. Roch od początku roku miał taką potrzebę jeżdżenia, że wykorzystując fakt urlopu i tego, że dzieciory poszły do szkoły, jeździł niezależnie od pogody. Deszcz, nie deszcz to wsiadał na rower i pedałował. Wpierw przygotował wszystko do powrotu bąbelków, zsynchronizował plan z planem jazdy i jeździł na rowerze. Jeździł dużo i długo. Padał deszcz? Trzeba wziąć kurtkę przeciwdeszczową, a jak było zimno, to wpadała cieplejsza kurtka + rękawiczki. I tak się pedałowało cały urlop.

Czego Roch na pewno nie zrealizuje w 2024 roku

Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że nie zawsze udaje się ich dotrzymać, a w przypadku Rocha ich dotrzymanie graniczy z cudem. Powodów jest wiele, aż za wiele, a Roch za każdym razem analizuje, dlaczego się nie udało. Główną przyczyną jest – oczywiście – brak czasu, bo Roch musi robić wszystko i jeszcze więcej. Tak więc czasu na rower jest bardzo mało, a końcówka roku pokazała, że idzie to w bardzo złym kierunku. Listopad i grudzień to porażka pod względem jeżdżenia na rowerze. W latach poprzednich Roch starał się jeździć niezależnie od tego, czy padał śnieg, czy był mróz albo było słonecznie i wiosennie. Zawsze wpadało kilkanaście wypadów; niektóre krótkie, niektóre długie, ale zawsze było coś. Ten mijający rok, czyli 2023, był najgorszym od kilku lat. I właśnie teraz, w 2024 roku, Roch to zmieni. Napisze czego nie zrealizuje w ciągu roku i dotrzyma tego, tak żeby na koniec kolejnego sezonu móc napisać, że udało się nie dotrzymać postanowień noworocznych.

Podsumowanie roku 2022 i plany na 2023

W całym roku pewne są tylko dwie rzeczy: rozliczenie podatku i napisanie notki podsumowującej cały rok. Z tych dwóch pewników Roch lubi robić tylko jedną rzecz, czyli pisać notkę. W tym roku trochę oszukał system, bo z Google Photos ściągnął – według Rocha – kluczowe zdjęcia, które były charakterystyczne dla każdego miesiąca i w ten sposób postara się w miarę dokładnie odtworzyć rok, choć nie obiecuje, że będzie się tego schematu trzymał. W każdym razie to powinno się udać, a jeśli nie to zawsze jest mem, w którym kot mówi Rochu to je*nie. Tak więc startujemy.

Weekend i podsumowanie konkursu

Za Rochem pierwszy choć trochę rowerowy weekend. Co prawda nie obyło się bez deszczu, ale miało to swój urok. Czekanie, aż przestanie padać i szybkie ubieranie się żeby zdążyć przed kolejnymi opadami. Ogólnie weekend płatał niezłe pogodowe figle, ale ostatecznie udało się trochę pojeździć. Roch zakończył także swój pierwszy „konkurs”, w którym można było zgarnąć zapięcie rowerowe XLC LO-C21, które Roch niedawno miał przyjemność testować. I szczerze mówiąc spodobało mu się to.

Podsumowanie roku 2021 i plany na 2022

Mamy połowę stycznia, teoretycznie teraz Roch powinien porzucić wszystkie swoje postanowienia noworoczne, które na początku roku sobie postawił za cel. Jednak okoliczności, które zaistniały, a o których Roch już pisał spowodowały to, że ta najważniejsza i najbardziej wyczekiwana notka powstanie z drobnym opóźnieniem. W poprzednim roku działo się całkiem dużo i było całkiem rowerowo, choć na pewno nie tak jak Roch chciał żeby było, ale jak się nie ma czego się chce to trzeba polubić to co się ma.

Podsumowanie roku 2020 i plany na 2021

No i doczekaliśmy się - rok 2020 przeszedł do historii. Wiele w nim się działo. W najgłębszych snach Roch nie przewidziałby, że będzie stał w kolejce do sklepu, czy oglądał puste półki z ryżem i makaronem, ale taki - w skrócie - był ten miniony już rok. Ale poza oczywistym tematem epidemii działo się też sporo innych rzeczy. I na tym się skupimy.

Zaczęło się od kilku maili i okazało się, że od stycznia Roch rozpoczął współpracę ze sklepem rowerowym rowertour.com i trwa ona już rok. To jedna z tych rzeczy, co do których Roch miał obiekcje i obawy, czy będzie mu się chciało, czy da radę, ale z perspektywy czasu ta współpraca okazała się czymś bardzo fajnym. I - bynajmniej - nie chodzi o gadżety, ale o to, że Roch ma motywację do jeżdżenia na rowerze, bo jak inaczej można coś sprawdzić jak nie jeżdżąc? Do tego sam kontakt, czasem heheszki i poczucie, że nadają na tych samych falach powoduje to, że Roch tę współpracę ceni sobie bardzo wysoko i liczy na kolejne lata.

Podsumowanie miesiąca i wypady z Młodym

Koniec miesiąca to oczywiście pora podsumowania, a to ostatnio jest dużo łatwiejsze dzięki Rochowym statystykom, które ciągle się rozwijają i dostają coraz to nowsze bajery. Czerwcowe statystyki można zobaczyć tutaj: https://beta.pedalydwa.pl/statystyki/month/6. No i jest co pokazać; sporo rowerów, sporo jeżdżenia, a najwięcej z Młodym.

Okazuje się, że Młody na poważnie załapał bakcyla rowerowego i czasem dochodzi do tego, że śledzi pogodę i jak "słońce wygrało z chmurami" to można iść na rower. Najgorsze są dni deszczowe, a tych ostatnio nie brakowało. Dla niego to była trauma, bo nie było roweru. Taka motywacja i zapał u (prawie) pięciolatka jest godna podziwu. Co prawda inne aktywności też lubi bo i na hulajnodze jeździ i w piłkę gra, ale dzień bez roweru jest dla niego dniem straconym.

Co innego Młoda, ona lubi na hulajnodze, na rowerze też, ale już nie tak ostro jak jej brat. Wypad do parku, na plac zabaw, lody. Młody idzie jak dzik w las i jedyne co jest w stanie go wyciągnąć to też są lody, ale to prawo dziecka. Lody i słodkie chyba towarzyszyło każdemu. I tak właśnie największym motywatorem Rocha jest jego pięcioletni syn. I dobrze; w dziecku trzeba pielęgnować płomień pasji i na pewno nie można go zniechęcić bo nam się nie chce. A szczerze to Rochowi czasem się nie chce, ale co tam, wskakuje w obcisłe i jedzie w las.

* * * *

I tak też było dziś. Wypad do lasu, który co prawda skończył się tym, że musieli wracać, bo ostatnie ulewy skutecznie zalały las, ale i tak 8 kilometrów weszło w nogi. Rower był tak obłocony, że Młody miał problem z hamowaniem, błoto było dosłownie wszędzie. Po powrocie do domu mieli jechać na myjnie umyć rowery, ale wydarzenia ostatnich miesięcy spowodowały to, że Roch rozłożył myjnie pod domem. Karcher jest Karcher, niezależnie gdzie się go używa, a wiadomo że na podwórku jest najlepiej.

I tak Młody po błotnym wypadzie umył swój rower, a nawet nasmarował łańcuch. Więc maszyna jest przygotowana na kolejny wypad. Jeśli jutro "słońce wygra z chmurami" to na pewno będzie pedałowane.

I tak ma być. Może uda się namówić Młodą na wspólny wypad, bo takie są najlepsze. Na zakończenie czysty rower.


Roch pozdrawia Czytelników.

To był rok!

"No i to był dobry rok" - tak można by zacząć i podsumować ten już mijający rok, a podsumowywać jest co. Od początku roku coś się działo, wpierw nie za dobrze; oczy, alergia i kilka innych spraw się nałożyło na siebie, ale koniec końców Roch wyszedł na prostą i w końcu wyciągnął z tego wnioski. Zaczął się więcej ruszać, w końcu wystartował w swoim pierwszym Maratonie MTB, który przejechał cały i od tego się zaczęło, a w zasadzie od przygotowań do tego Maratonu. Najprostszym i najszybszym sposobem było zacząć biegać. No i Roch zaczął i tak mu się zostało. Potem pierwsze zawody, drugie i tak się potoczyło. W styczniu Rocha czekają kolejne zawody w bieganiu.

To był też rok zmian, pozytywnych zmian, które wyszły nie tylko Rochowi na dobre. Zmieniło się prawie wszystko co Rocha cieszy. Dzieciorom też Roch odpuścił i teraz spędzanie czasu jest jeszcze fajniejsze niż było. Rower, basen, czy zimowe łyżwy nie są dla niego problemem. Wszystko przez aktywność jaką Roch uprawia. Co prawda obecnie jest trochę jej mniej, ale koniec roku zawsze dla Rocha jest ciężki. Krótki dzień i długa noc nie zachęcają do działania, ale to powoli się będzie zmieniało, dnia zacznie przybywać to chęci u Rocha też przybędzie.

A plany na przyszły rok? Są i Roch jest przekonany, że uda się je zrealizować. Na pewno klika startów w Maratonach MTB, może nawet start w czeskim Jablunkovie, który będzie 8 sierpnia, czyli tuż przed Rocha urodzinami. Gdzieś z tyłu głowy Rocha tli się pomysł triatlonu, ale to jeszcze nie w tym roku. Do tego trzeba być solidnie przygotowanym. Postanowień Roch nie stawia sobie, bo i tak ich nie zrealizuje, zamiast tego stawia sobie cele i planuje jak je zrealizować.

I na koniec jeszcze jedna sprawa, która jeszcze się klaruje, ale jeśli wszystko się uda to Roch będzie też miał dodatkowe zajęcie rowerowe, a to w perspektywie jego planów kilkuletnich zwiastuje sukces i powodzenie, ale o tym jeszcze Roch nie będzie pisał.

A w Nowym Roku Roch życzy wszystkim Czytelnikom spokoju, zdrowia i ciepła rodzinnego. Tym, którzy jeżdżą na rowerze jak najmniejszej ilości gum, tym co nie jeżdżą, żeby choć spróbowali, a wszystkim Roch życzy spełnienia marzeń, wytrwania w noworocznych postanowieniach i zrealizowania wszystkich swoich planów.

Do zobaczenia w nowym, 2020, roku.

Posumowanie sierpnia i plany na wrzesień

Ostatni weekend sierpnia Roch wraz z Żonką i dzieciorami spędził na błogim wypoczynku w górach. Co prawda było intensywnie, ale odprężająco. Co więcej Roch popuścił sobie rygoru diety i żarł co popadło, a obowiązkowym punktem było schronisko na Szyndzielni i mityczny schabowy. Jak on smakuje. Tak więc rower nie był używany, a szkoda, bo Roch stał na wjeździe na trasę Rock 'n Rolla i aż serce go bolało, ale może jeszcze w tym roku uda się zjechać.

Później już tylko baseny i obżarstwo. Co prawda waga nie podskoczyła, ale sumienie trzeba było jakoś uspokajać. Oczywiście jedzeniem. No, ale wracając do statystyk to sierpień był wyjątkowo udany. Około 240 kilometrów na rowerze i 40 km w butach. Roch się rozjeździł na dobre, a nawet rozbiegał więc na przyszły sezon trzeba wymienić buty, żeby dalej móc biegać. Na zakończenie kilka zdjęć:


Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie 2017 roku i postanowienia na 2018. I coś jeszcze.

No i stało się. Jak co roku skończył się rok i zaczął się nowy. Tradycją już chyba jest, że Roch w ten dzień - albo w okolicę tego dnia - podsumowuje to co zaszło u niego przez 365 ostatnich dni. I tak będzie i tym razem. Najważniejsze z ważnych wydarzeń to to, że Michalina zaaklimatyzowała się w przedszkolu i to, że w końcu jej odporność wzrosła na tyle, że byle katar nie kończy się zapaleniem ucha. I to według Rocha zasługuje na miano wydarzenia roku. Lekarze i nasza Złota Pani Doktor zrobili kawał dobrej roboty.

Poza tym kwestie rowerowe, czyli Michalinka już pedałuje jak błyskawica, ale Staś też łyknął bakcyla pedałowania i sam już domaga się kasku i rowerka. Rozpędza się i podnosi nóżki, więc w przyszłym roku będzie znowu trzeba biegać za rowerem, ale w szczytnym celu, więc Roch będzie biegał i łapał. W końcu i Staś będzie pedałował samodzielnie. Wtedy to też Roch będzie mógł wsiąść na rower z całą czwórką i pojechać gdzieś dalej albo zapakować rowery do samochodu i pojechać gdzieś jeszcze dalej.

No i oczywiście kolejny, bo trzeci, już wypadek Rocha. Jak pech to pech i rok trzeba było zakończyć w urzędach. Na szczęście szybko Roch miał nowy pojazd, dzięki niezastąpionemu Alowi, który znalazł kolejnego Colta. I tak do końca roku Roch woził się nowym i całkiem fajnym autem. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło.

Poza tym Roch cieszy się z sukcesów dzieciorów i co chwile wbija kolejne gwoździe w ścianę żeby powiesić kolejne dyplomy. Jednak nie wszystko poszło tak jakby Roch tego chciał. Chodzi oczywiście o rower. Tego było bardzo mało. Według tego co Roch zarejestrował na Stravie przejechał 489 kilometrów w czasie 39 godzin 2 minuty. Na rower Roch poszedł 83 razy. Ten rok ma to zmienić.

Stare powiedzenie mówi, że "jaki nowy rok taki cały rok", tak więc Roch wstał wcześnie, bo w okolicach 930 i wrzucił temat wspólnego pedałowania. Na dowód swoich zamiarów Roch zmienił Żonce oponę i założył fotelik. I tak się złożyło, że w pierwszy dzień Nowego Roku Roch pedałował z Rodzinką. Nie ma się dziwić; termometr pokazał całe 6°C więc styczniowa wiosna w pełni, aż chce się jeździć na rowerze.

I to będzie główne postanowienie Rocha na ten rok. Częściej jeździć i wyrzucić te wszystkie czujniki. Tylko licznik i tak było dziś. Jedyny dowód, że Roch pedałował to to, że ma zdjęcie licznika po skończonej jeździe. Jak tylko opublikuje notkę to zajmie się szukaniem swojego analogowego pulsometru, który do działania nie potrzebuje niczego poza opaską i baterią, która go zasila. Telefon będzie jeździł z Rochem, ale tylko jako źródło kontaktu tak żeby wóz techniczny mógł wybawić Rocha z opresji i jako źródło muzyki, ponieważ Roch pod choinkę dostał słuchawki bezprzewodowe więc teraz może jeździć na rowerze bez niepotrzebnych kabelków.

Tak więc ten rok musi być rokiem rewolucji w rowerowym wcieleniu Rocha. A zaczął już dziś o czym wspomniał wcześniej. Dzieci nie protestowały, choć Michalina wzbraniała się przed tym mając nadzieję na bajki, ale Roch nie mógł zmarnować takiej pogody na oglądanie po raz setny "Sing" albo "Frozen".

I tak dziś, czyli pierwszego stycznia Roch pedałował. Może to jaskółka zmiany i zapowiedź czegoś trwalszego, a może po prostu Roch przepedałował się. Tak czy inaczej rower zaliczony, a to jest najważniejsze. Następna okazja będzie w piątek, ponieważ Roch odbiera wolne za Trzech Króli i póki co nie ma żadnych planów. O ile wiosenna pogoda się utrzyma to Roch przejedzie się parę kilometrów. Z dziećmi albo bez.

Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie:


Roch pozdrawia Czytelników.

Trochę urodzinowe, trochę podsumowujące

Czas mija i nic tego nie zmieni - nawet dla Rocha czas płynie nieubłaganie i zbliża się moment, w którym skończy on 32 lata i wkroczy w wiek jezusowy, choć on sam - Roch, a nie Jezus, jeszcze w to nie wierzy. Tak więc przyszła pora na podsumowanie tego, co się u Rocha wydarzyło przez całe 32 lata. Ale spokojnie, nie będzie analizowania rok po roku. Szkoda na to czasu, a były takie lata, że nic - poza studiami i dyplomami - nic się nie działo.

Tak więc od jakiegoś czasu u Rocha uspokoiło się, o ile można nazwać dwójkę dzieci "uspokojeniem się". W każdy razie chaos jest opanowany, a jak już wyrwie się spod kontroli to można szybko go uspokoić obiecując lody i wyjazd na basen. Oczywiście obietnic - tych złożonych dzieciakom w szczególności - należy dotrzymywać, więc Roch jeździ na lody i na basen. W tedy jest względny spokój. Poza tym, że Roch ma dwójkę dzieciorów to ma jeszcze rower, na którym rzadko jeździ, a jak już się zdarzy, że jeździ to stara się pojechać do raju.

Ma w planach też wybrać się na stare śmieci, ale jakoś nie może się zorganizować. Ale prawda jest taka, że Rochowi szkoda Michasi, która jak tylko się dowie, że Roch jeździ na rowerze była by smutna, bo ona też na pewno chciałaby jeździć, a Roch nie chce ją okłamywać. Ale może kiedyś uda się wyjechać samemu na rower i sprawdzić co tam na starych śmieciach słychać. No i to byłoby na tyle podsumowania, bo najważniejsze w życiu Rocha są dzieciory i Żonka. Rower, praca i wszystko inne są ważne, ale z tego można łatwo zrezygnować i jeszcze łatwiej znaleźć nowe. A takie dzieciory i Żonka są niepowtarzalne.

Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie 2015 roku i postanowienia na ten całkiem Nowy.

No i nadszedł, a nawet minął, ten czas kiedy to Roch popada w zadumę nad tym co właśnie mija, czyli nad kończącym się rokiem. Teraz nawet trochę przespał ten czas, ale na taką zadumę zawsze jest pora, więc już w całkiem nowym, 2016, roku Roch napisze kilka słów podsumowania. Rok zaczął się tradycyjnie, w styczniu, i trwał 365 dni. W tym czasie Roch próbował jeździć na rowerze, ale większą część swoich sił kładł na spędzanie czasu z Michasią i Żonką.

Tak więc jeśli jeździł na rowerze to tylko w towarzystwie córki, a jeśli się wygłupiał to też z Michaliną. I tak czas mijał. Aż do czasu kiedy Roch dowiedział się (jakby nie brał w tym udziału), że na świat przyjdzie drugie dziecko. Radość, radość i jeszcze raz radość. Choć Roch podszedł do tematu na spokojnie, bo już wiedział jak się rodzi dziecko. Trzeba tylko dowieźć Żonkę do szpitala. Po drodze trochę się pokomplikowało, ale nieoceniony Doktor dał radę, czego dowodem jest śpiący w łóżeczku Staś.

Poza tym kolejna rocznica ślubu (jak Żonka z Rochem wytrzymuje?), urodziny Żonki, Michasi i Rocha, a pomiędzy tym wszystkim gdzieś w tle rower. No właśnie w tle. Ostatnia rozmowa z Adaxem skłoniła Rocha do głębokiej refleksji i zastanowienia się nad tym co tak naprawdę Rocha cieszy. Czy są to komputery? Są. Ale już od dawna nie ma wow. Fajnie jest coś napisać, zaprogramować, czy też zepsuć. Komputery dają też Rochowi stały dochód.

Jednak tym co tak serio Rocha kręci to są rowery. W zasadzie jeden rower, ten Rocha. Ten którego kiedyś poskładał, za swoją pierwszą wypłatę. To komputery dały Rochowi nowy rower i tak powinno chyba zostać. Że to siedzenie przed monitorem, przyjemne i lubiane przez Rocha, powinno być narzędziem do sprawiania sobie jeszcze większej przyjemności jaką jest siedzenie na czarnym, sztywnym.. siodełku rowerowym. W tym Roku czas to zmienić, a telefon od Adaxa był chyba takim motywatorem do tego. I On sam też zgłosił potrzebę jeżdżenia, więc raz w tygodniu Roch będzie musiał zapakować Galanta i wrócić na stare śmieci żeby pojeździć. Tylko czy te "stare śmieci" jeszcze istnieją? Część z nich na pewno, a resztę Roch ma nadzieję zwiedzić i sprawdzić za pomocą roweru.

A zatem jaki był ten miniony już rok 2015?


Ciekawy i szczęśliwy bo Staś już śpi sobie w łóżeczku, a obok Michasia. Ta dwójka daje Rochowi niezłego kopa i to chyba też dla nich Roch chce wrócić na rower. Żeby za kilka lat mógł nadążyć za biegającymi dziećmi a nie musieć ich hamować bo sam nie daje rady. Poza narodzinami Stasia osiągnięcia Michaliny też spowodowały wielokrotne pękanie  Rocha z dumy no i przede wszystkim Żonka, która ciągle wytrzymuje zrzędzenie i narzekanie Rocha, a kiedy już nie wytrzymuje to wygania go na rower bo sama też wie, że z Rochem to jak z rzucającym palenie. Jak długo nie jeździ na rowerze to zaczyna być nie do wytrzymania. Za co oczywiście dostaje Złoty Medal dla Złotej Żonki.

* * * *

A teraz pora wrócić do dnia dzisiejszego albowiem w pierwszy dzień Nowego Roku Roch poszedł na rower i miał plan przejechać 16 kilometrów aby uczcić to doniosłe wydarzenie, ale ostatecznie przejechał tylko 14. Wszystkie końce Roch były już zamarznięte i już po prostu nie chciało mu się tych ostatnich kilometrów jeździć. Rok 2016 został godnie przywitany i oby taka dobra passa trwała nadal. Jutro, o ile pogoda pozwoli, zaplanowany został kolejny wypad rowerowy. Oby tylko śnieg / deszcz nie padał. Bo jak mówi stare przysłowie rowerowe: "nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie".

I zgodnie z ostatnimi postanowieniami nie ma żadnego śladu GPS. Choć Roch używa jeszcze Stravy bo licznik wciąż nie jest uruchomiony, ale jutro kupi się baterię i będzie hulał.

Na zakończenie zdjęcie Michaliny jeżdżącej na rowerze. Zimno jej nie było.


Podsumowanie 2014 roku i plany na 2015

- "Jak ten czas zapier*ala" - Pomyślał sobie ostatnio Roch.

Roch nie zdążył nacieszyć się urlopem, a ten już się kończy; kończy się też rok, a w zasadzie już się skończył. W takim razie pora go podsumować. Jeśli chodzi o rower to było słabo, wręcz bardzo słabo, ale jak tylko Michalina zyskała możliwość jeżdżenia w foteliku (po konsultacji z naszą Panią Doktor zaczęliśmy z nią jeździć dopiero jak skończyła rok) Roch rozruszał się rowerowo bo Michalinka polubiła jazdę na rowerze, a wręcz ją pokochała do tego stopnia, że jak tylko Roch wracał z pracy to musiał założyć buty na rower i iść pojeździć. I tak się rowerowało aż do nastania chłodniejszych dni, które wymusiły odłożenie roweru do piwnicy, zdjęcie fotelika i ogłoszenie zakończenia sezonu rowerowego. Niemniej jednak Roch nadal miał ochotę jeździć, ale zawsze brakowało mu czasu albo chęci. Każda wymówka była dobra żeby nie jeździć.

Poza rowerem sporo się działo; roczek Michaliny, cotygodniowe wypady na basen żeby mogła sobie popływać. Pierwsze samodzielne kroki no i pierwsze "tata", choć nie było to pierwsze wypowiedziane słowo. Pierwszym słowem było "buła", później "mama", a daleko za tym dopiero "tata", ale w końcu Roch się doczekał.

Był także pierwszy wyjazd za granicę i pierwszy lot samolotem. Wszystko po to żeby Michaśka fajnie spędzała czas. Do tej pory wszystko kręciło się wokół niej i pewnie tak zostanie, bo w końcu to "córunia tatunia". I przede wszystkim pierwsze Święta, w których Michalina brała udział w sposób bardzo aktywny. Biegała i śmiała się, bawiła się z innymi dziećmi i rozpakowywała prezenty, a kupiona przez Rocha choinka zrobiła na niej ogromne wrażenie, Po początkowym strachu odkryła, że na choince wiszą słodkie ciasteczka i od tej pory zielone drzewko nie było już straszne.

Ogólnie rok był udany, pełen atrakcji i w miarę aktywny. Rowerowo można sobie zobaczyć statystyki:


****

Jeśli zaś chodzi o 2015 rok, to Roch sobie, i wszystkim Czytelnikom, życzy żeby nie był gorszy niż ten miniony już, a pod względem rowerowym żeby był jak legendarny rok 2008. Plan podstawowy to doprowadzenie się do względnej kondycji rowerowej, na pewno Roch chciałby trzaskać jakieś długie dystanse rowerowe. Finalna wersja postanowienia to dojechać rowerem do pracy i z pracy do domu w rozsądnym tempie, ale co z tego wyjdzie to już się okaże.

Roch pozdrawia 

Ostrożne podsumowanie rowerowania. Albo wszystkiego.

Sezon, niechybnie i nieubłaganie, zbliża się ku końcowi. Ten rowerowy oczywiście. Chyba pora zacząć myśleć o jakimś małym podsumowaniu, ale oczywiście nie o zakończeniu pedałowania. Otóż Roch na nowo odkrył magie roweru; działa jak lek przepisany przez lekarza na wszelkie zło tego świata. Od dawna Roch nie chciał jeździć, bo zawsze było coś do zrobienia, załatwienia albo po prostu nie chciało mu się. Dzięki temu dziwnemu splotowi wydarzeń z ostatnich lat Roch zaniedbał siebie, rower i Bloga.

Bloga prowadzi od jakiegoś 2007 albo nawet 2006 roku, dokładnie już nie pamięta, a różne przekazy różnie podają datę powstania / założenia / zainicjowania. Poważne pisanie zaczęło się od tryptyku rowerowego (trzech długich postów, w których Pafnucy opisuje swoje przygody z Aliną). Starzy Czytelnicy widzą o co chodzi, a dla pozostałych Czcigodnych Roch postara się wygrzebać go skądś, choć jeszcze nie wie gdzie go szukać. Tak czy inaczej Roch w jednej z kolejnych notek załączy tryptyk tak żeby każdy mógł się z nim zapoznać.

Wracając jednak do ostrożnego podsumowania pedałowania, to Roch wraca do korzeni - może i nawet dosłownie, bo chciałby odwiedzić stare, tarnogórskie, śmieci - czyli Dolomity, Suchą Górę, Repty, Lotnisko, etc. Nie wiedzieć dlaczego tęskni mu się do tych pagórków, Częstochowa jest jaka jest, płaska i niewykształcona rowerowo. Co prawda istnieje pojęcie Masy Krytycznej (sic!) ale mijający rowerzyści nie pozdrawiają się, co jest dziwnym zachowaniem, ale duże miasto rządzi się swoimi prawami, których Roch widocznie nie potrafi zrozumieć. Jak większości.

Jak tylko Misia ma włączoną drzemkę to Roch próbuje iść na rower, swoje lata ma i kondycja jest bardzo zaniedbana, ale silne postanowienie poprawy zagościło w sercu i dup*e Rocha więc niech wiatr zawsze wieje w plecy, albowiem Roch chce wrócić do intensywnego pedałowania. Szkoda, że jego Przyjaciel, Koyocik, nie może już pedałować, wspólne Jury były zajebiste, ale zdrowie jest ważniejsze, więc Roch został sam na placu boju, tkwi wiernie na reducie zwanej rowerowanie.

Oby wytrwał jak najdłużej i oby sezon skończył się jak najpóźniej.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Jutro - to znaczy już dziś, patrząc na zegarek - Roch planuje jechać do pracy rowerem. Ślad oczywiście zostanie zapisany.

PSS. 1111 post na blogu.

Podsumowanie 2013 roku

Za parę godzin skończy nam się rok 2013, a zatem to najlepszy czas na podsumowanie tego, co za Rochem. Wydarzeniem roku dla Rocha są oczywiście narodziny córeczki, przy których dzielnie był i nawet przeciął pępowinę. To wydarzenie przyćmiło wszystko inne. Zresztą w 2013 niewiele się działo; dalej praca w Open-E, rower na dobre zadomowił się w garażu, pierwsza rocznica ślubu i pierwsze imieniny córeczki.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze wspólne świętowanie Bożego Narodzenia i choinka, w której Michasia się zakochała. W międzyczasie zaplanowanie wakacji 2014 i wpłacenie zaliczki. A Sylwester i Nowy Rok upływa pod znakiem wspólnych spacerów w górach.

****
A z okazji nadchodzącego 2014 roku Roch życzy wszystkim czytelnikom wszystkiego najlepszego. Krótko i na temat.

Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie roku 2012

Z lekką obsuwą, ale u Rocha już tak jest, że czasem mu się zapomina o różnych sprawach. Mamy już rok 2013, jaki on będzie to okaże się za jakiś czas, kiedy to będziemy świętowali nadejście roku 2014. Teraz to jedna wielka niewiadoma. Jednak na blogu zrodziła się "nowa świecka tradycja", czyli coś w rodzaju rachunku sumienia. Idąc tropem za latami 2007, 2008, 2010, 2011 pora podsumować rok 2012, a się działo.

Zaczęło się jeszcze w grudniu roku poprzedzającego 2012, a jeśli chodzi o ścisłość to należy celować w okolice października. Wtedy to Roch poznał swoją przyszłą żonę. Spotykali się nie bacząc na odległość, która ich dzieliła. W końcu nie każdy jest w stanie dojeżdżać 60 km, ale Roch jakoś tak czuł, że odległość w tym wypadku nic nie znaczy. Pracował już wtedy, miał własne pieniądze i samochód.

W styczniu Roch, w romantycznej scenerii kabiny samochodowej na środku skrzyżowania, oświadczył się swojej dziewczynie, a teraz już narzeczonej, a w niedalekiej przyszłości Żonie. Padło TAK i już wyjścia nie było, trzeba było się żenić, co Rocha cieszyło i radowało. Jednak -- jak to u Rocha bywa -- życie dało mu kopniaka, żeby nie było zbyt kolorowo.

W lutym zmarło się Rocha tacie; diagnoza - sepsa. Nie było ratunku, wtedy Roch po raz pierwszy -- choć nie ostatni -- sprawdził możliwości samochodu. Wsparcie ze strony Narzeczonej było ogromne, do tego stopnia, że wypuściła się w śnieżycę do Tarnowskich Gór żeby pomóc Rochowi załatwić wszystko co było do załatwienia. Trzeba było żyć dalej.

W marcu potwierdziły się przypuszczenia, że przyszła Żonka Rocha jest w ciąży. Radość, gratulacje i wspólne plany. Życie nabrało tempa, jakiegoś większego i głębszego sensu, ale -- jak to u Rocha bywa -- życie dało mu i im obojgu kopa żeby nie było zbyt kolorowo. Wtedy Roch po raz drugi i ostatni sprawdził możliwości samochodu. Nie wyszło, niestety. Trzeba żyć dalej, ale było bardzo ch*wo, bo inaczej nie można napisać.

Kwiecień -- przeprowadzka, wspólne mieszkanie i wspólny remont. Wizyty w marketach budowlanych, wybieranie kolorów farb, meble i inne pierdółki. Kasa szła jak szalona, ale wspólne mieszkanie było coraz bliżej. Plan był prosty; jeśli uruchomią kuchnię i łazienkę to się wprowadzą. I tak się stało przed samymi Świętami Wielkanocnymi. W sypialni stało tylko łóżko, salon był składem budowlanym zakrytym szmatą na dwóch patykach, bo nie było drzwi (i nadal nie ma). To właśnie są wspomnienia dla których warto żyć.

Maj upłynął na planowaniu ślubu; Roch nie chciał przekładać tego po raz drugi. Jednak ze strony przyszłej Żony padł jeden warunek:

- "Jak będzie podłoga w salonie to będzie ślub" - Powiedziała i pojechała do pracy.

To była sobota. Roch z dużą pomocą przyszłego Teścia położył podłogę w salonie i już nie było wyjścia. Wtedy też został ustalony termin ślubu na lipiec. I zaczął się szał ślubny. Oboje chcieli skromną uroczystość, bez pompy, bez przepychu i bez tego fałszywego blichtru, który zazwyczaj towarzyszy takim uroczystością, Miał być skromny ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego i później obiad dla rodziny.

Czerwiec to załatwianie sukienki ślubnej, obrączek, garnituru, zaproszeń i jeżdżenie z radosną nowiną, że oto dwoje ludzi chce związać się węzłem małżeńskim. W tle kończenie remontu i perspektywa zmiany pracy. Roch poczuł, że w obecnym miejscu pracy nie osiągnie nic więcej, ale z drugiej strony jakąś prace miał, ale z trzeciej strony to był ostatni dobry moment na jej zmianę. W tym miesiącu była także podróż przed ślubna. Tydzień w górskiej ciszy, brak zasięgu i możliwe wilki pod drzwiami. Egipty i Cypry wymiękają.

Lipiec to miesiąc kluczowy; ktoś powiedziałby, że to koniec wolności, a Roch mówił, że to początek czegoś nowego. Dopełnienie i osiągnięcie kolejnego levelu. Ślub. Data idealna: 28 lipiec 2012, godzina 12:00. Samo południe. To musiało się udać. I się udało. Choć urzędniczka myliła Rocha nazwisko, ale w papierach się zgadza. Od tego dnia jest mąż i żona. Lipiec to także nowa praca. Open-E. Nowy etap i ostatni gwizdek na zmianę pracy. Dla ciekawskich - nocy poślubnej nie było, za dużo wina dostali od gości, a w nocy na balkonie było jakieś 30 stopni ciepła.

Sierpień, wrzesień i październik to miesiące kiedy to Żona siłą i gwałtem zmusiła Rocha do złożenia (w końcu) obiecanego w maju roweru. Później wycieczki rowerowe, przejażdżki i aktywne spędzanie czasu. Jak się później okaże to ostatnie rowerowe przejażdżki, a dlaczego to okaże się pod koniec roku. Na ten czas rower królował, a Roch dostał stałą umowę w Open-E i awansował. Byli bezpieczni, a to było kluczowe. Dlaczego to okaże się pod koniec roku.

W listopadzie test ciążowy pokazał dwie kreski. Teraz znowu życie Rocha nabrało tej głębi, którą kiedyś stracił. Znowu na lusterku z dumą powiesił małe buciki, które cały czas z nim były. Od razu pojechali do lekarza, ten zajął się Żoną i dzieckiem i zajmuje się nimi do dziś. Teraz musiało się udać -- życie nie może w końcu być tylko złe. Każde wyjście do sklepu kończyło się jakimś miniaturowym ciuszkiem, który na metce miał magiczne cyfry 58 - 62 cm.

Grudzień to przygotowania do wspólnych Świąt, choinka i kolędy. Pierwsze Święta, w których Roch widział sens. On, Żona, dzidziuś, labradorzyca Tekila i ktoś jeszcze. Mały labrador. Drugi labrador, który zamieszkał z nimi. Płeć dzidziusia też jest znana. To chłopak. Na imię ma Franek. Najlepszy prezent na Mikołaja.

Taki, mniej więcej, był rok 2012 u Rocha. Ktoś powie, że było źle. Bo było, ale też było dobrze. Trzeba pamiętać, żeby plusy ujemne nie przesłoniły nam plusów dodatnich. W 2012 podziało się wiele, ale widocznie tak musiało być. Teraz mamy 2013, na pewno będzie inny, a czy zły czy dobry? Na pewno będzie dobry, szczególnie czerwiec, ale o tym na bieżąco i w podsumowaniu.

Blog trochę przymarł, ale też Roch ma więcej zajęć niż kiedyś. Wcześniej był komputer i rower, teraz Roch ma rodzinę, której chce poświęcić każdą sekundę swojego życia, więc blog siłą rzeczy musiał dostać mniejszy priorytet, ale to nie znaczy, że Roch o nim zapomniał. Blog jest częścią jego życia i jako taki istaniał będzie, a przecież niedługo znowu będzie miał o czym pisać. Rowerek dla syna już jest wybrany ;-)

Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie roku 2011

No i przyszedł czas kiedy Roch musi zrobić wirtualny rachunek sumienia. Co udało mu się osiągnąć, a co udało mu się spieprzyć. Powoli staje się to tradycją albowiem w zeszłym roku Roch też uzewnętrzniał się choć nie był tak wylewny jak w tym roku. Roch postara zachować się jakąś chronologię wydarzeń, ale nie obiecuje, że nie zacznie od sierpnia, a nie skończy na styczniu pomijając przy okazji kilka innych miesięcy.

I tak styczeń i luty były miesiącami poszukiwania wymarzonej pracy, chodzeniem na rozmowy kwalifikacyjne i rozsyłaniem CV.  W końcu Roch znalazł swoją wymarzoną pracę, w której spełnia się, widzi jej sens i cel. Od końca lutego Roch poczuł wiatr w żaglach i postanowił, że jego życie zacznie się zmieniać. Jednak praca spowodowała to, że Roch miał coraz mniej czasu na rower, jeździł tylko po pracy, ale to też jak mu się chciało, bo rok 2011 stał pod znakiem "wypalenia rowerowego".

Roch szukał zmian; a to zdjął licznik, a to jeździł bez kasku, ale ciągle nie czerpał przyjemności z pedałowania. Koyocik ciągnął go w długie trasy, ale Roch wykręcał się brakiem kondycji. Ominęły go pierogi w Bobolicach i wypad na Jurę. Rower przestał Rochowi smakować jak kiedyś, nie widział sensu w jeżdżeniu, zmuszał się do jeżdżenia, robił co mógł żeby chęć wróciła, ale było coraz gorzej. Miesiące upływały, dzień robił się coraz krótszy, a Roch w dalszym ciągu nie jeździł, a jeśli już wsiadał na rower to nie wiedział ile przejechał, bo licznik zostawał w domu.

Fotograficznie też było gorzej, bo skoro Roch nie jeździł na rowerze to też nie bywał na lotnisku, a tam sporo ładnych maszyn lądowało. Roch tłumaczył sobie, że "jeszcze przylecą" i dalej pałał niechęcią do rowerowego wysiłku. W sierpniu albo wrześniu Roch podjął męską decyzję: "kupuję nową ramę". Wraz z nową ramą Roch kupił kilka nowych rzeczy do roweru. I chęć pedałowania magicznie wróciła. Koyocik był molestowany o jeżdżenie, wspólną kawę i długie wypady. Jednym z takich wypadów był Lubliniec, który za Rochem chodził od dawna.

W końcu dystans powyżej 100 kilometrów, zmęczenie, nogi z waty i uśmiech na twarzy -- w Rocha wstąpiło nowe życie. W ciągu miesiąca przejechał 1000 kilometrów i chciał drugi tysiąc, ale już dnia nie było na tyle żeby pogodzić powrót z pracy z jeżdżeniem na rowerze. Rower został postawiony w przedpokoju i czeka na nowy sezon, a wraz z nim nowe plany rowerowe. Na pewno długie wypady, ale do nich Roch przejdzie za chwilę.

I w końcu last but not least:

W listopadzie stało się to czego Roch chciał najbardziej; poznał super dziewczynę, której zakochał się bez pamięci. Grudzień to już całkowite wsiąknięcie w uczucie zwane miłością. Roch chodzi nieprzytomny, potyka się o krawężniki, w pracy wkłada herbatę do kubka i zapomina ją zalać. Wszyscy widzą, że Roch jest szczęśliwy.

Grudzień to także pierwszy (i na pewno nie ostatni) wspólny weekend w Ustroniu. Cudowne chwile, niezapomniane widoki, cały czas razem i postanowienie, że wrócą tam razem latem. Na herbatę i ciastka ryżowe do przewspaniałej herbaciarni. Potem nadszedł świąteczny czas, również spędzony wspólnie. Wakacyjne plany z rowerami w tle, Mazury, komary i dwutygodniowe lenistwo niezmącone telefonami, mailami, internetami i tym wszystkim, czego na wakacjach nie powinno być.

W międzyczasie Roch zaliczył wypadek, samochód skasowany, ale Roch cały.

Cały Stary Rok można podsumować jednym zdjęciem, co też Roch czyni:

Słit focia

I już kończąc ostatnią notkę w tym roku Roch pragnie podziękować wszystkim, którzy Rocha wspierali i dopingowali; przede wszystkim Koyotowi za megatony cierpliwości "to dla mnie wiele znaczy" Przyjacielu. Michałowi, za filozoficzne rozmowy, z których Roch wiele mądrości wyniósł. I dla Ciebie, Magdaleno, Ty wiesz za co.

Wszystkim Czytelnikom Roch życzy najlepszego, spełnienia marzeń, sukcesów, równych dróg, uprzejmych kierowców, zdrowia i bezpieczeństwa, pogody i bezdeszczowych wycieczek na rowerze.

Do siego roku.

Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie roku 2010

Nadeszła ta chwila, kiedy trzeba dokonać podsumowania rocznej (z grubsza) aktywności rowerowej. Otóż Rochowi z planów 10 tyś km wyszło tylko cztery, a i to wymęczone. Coś się stało, Roch się zblokował i nie potrafi się przełamać, ale wraz z nowym sezonem Roch będzie miał nowy-stary rower, na którym na pewno będzie mu się lepiej jeździło. O grudniowych statystykach Roch nie będzie się rozpisywał, bo nie ma o czym. Zero i nic poza tym. Roczne statystki też nie powalają, ale jest coś więcej niż zero. Przez prawie cały rok, Roch przejechał 4 012,72 km, a przynajmniej tak mu wyliczył Excel. Średnio wychodzi 10,95 km (tego już Roch nie będzie pogrubiał). Roch spędził na rowerze 191 godz. 30 min. 10 sek, czyli też nie wiele. To był rower w liczbach, ale poza tym jest też rower w sferze duchowej (z końcem roku Roch wzięło na duchowość).

Ta duchowość głównie skupia się na zdjęciach, przede wszystkim na dwóch galeriach, tej prywatnej na Flickr i tej prestiżowej, czyli na Airliners.net. Gdyby nie rower to Roch nie miałby zdjęć, a tak rowerował na lotnisko kilka razy w tygodniu i co rusz przywoził nowe zdjęcia i próbował je przecisnąć przez gęste sito screenerów. Koniec końców Roch na rowerze spędził miłe chwile, zdarzyło mu się nawet jechać, wraz z rowerem, pociągiem. Rok udany, ale kilometrów mało.

Wczoraj doszły nyple i Roch może składać tylne koło, dziś kupił adaptery do hamulców, ale okazało się, że przedni nie pasuje do przodu, za to tylny pasuje i do tyłu i do przodu, czyli w najbliższy nie świąteczny dzień Roch wymieni przód na tył i może będzie grało. Na zakończenie jeszcze możliwość pooglądania, poczytania i porównania, czyli statystki w Google Docs:

Do siego roku!

Podsumowanie i pożegnianie roku 2008

No i stało się - stary rok się kończy, a już na pewno zakończył się rowerowy rok 2008, bo dziś nastąpił ostatni w tym roku wypad rowerowy. Czas na podsumowanie dwunastu miesięcy w siodle, jednak najpierw Roch pochwali się zakupem, jeszcze w starym roku.

Otóż Roch zakupił sobie wypasione buty na rower w przystępnej cenie, a to za sprawą Osobistego Rabatu (TM) jaki Roch dostał u chłopaków i dzięki temu stał się posiadaczem wypasionych butów SPD.

Do zakupienia pozostają jeszcze pedały, ale to kwestia czasu jak Roch zaopatrzy się w jakieś M-540, bo na XTRy go nie będzie stać. Tak więc w starym roku Roch sprawił sobie jeszcze jeden prezent. Jak widać buty stoją pod choinką, która zaczyna się sypać, ale cóż poradzić - Święta się skończyły.

Ale wracając do podsumowania roku bo o tym głównie będzie ostatnia w tym roku notka. Jeśli chodzi o grudzień to totalna porażka i lepiej gdyby w ogóle nie było grudnia. Na początku żarło całkiem nieźle, kilometry kapały, pogoda dopisywała jednak z upływem miesiąca Rochowi przestawało się chcieć, a pogoda nadal dopisywała.

W statystykach robiło się czerwono, Roch dopisywał kolejne zera, aż doszedł do ostatniego wiersza, w którym wpisał jedną z nielicznych wartości większych od zera. Zatem w grudniu wygląda to tak: 187km w czasie 9 godz. 15 minut co daje oszałamiające 6 km dziennie ze średnią 6 km, czyli szybciej niż Poczta Polska, ale wolniej niż ślimak winniczek.

A jak to wygląda to z perspektywy roku? Według Rocha całkiem dobrze, choć nie udało się wyrobić normy, czyli 10 tyś kilometrów. Roch liznął okolice tej liczby, a przez to nabrał ochoty na powtórkę. Tak więc w roku 2008 Roch przejechał 9577km w czasie 477 godz. 59 minut co daje średnio 26 kilometrów dziennie z prędkością 16km/h.

Przez rok, abstrahując od kilometrów, Roch uskutecznił całe mnóstwo wypadów z Przyjaciółmi, kilkanaście zlotów z Reedem i Koyocikiem, zaliczył Jurę i Mirowskie Pierogi i całą masę niezapomnianych rowerowych chwil, za co wszystkim Roch gorąco dziękuje.

Oby nadchodzący rok był jeszcze lepszy! Na zakończenie pliczki ze statystykami do pobrania:
grudzien_2008.pdf
Rok_2008.pdf

Na zakończenie zdjęcie Rocha w starym roku:


Roch pozdrawia Czytelników.